Manny

piątek, 20 kwietnia 2018

#53

Pisałam dwa miesiące.
Miałam do tego dużo muzyki.
Jeszcze nie sprawdzałam.






Budzik w moim telefonie bardzo głośno zadzwonił. Spałam lekkim snem, więc od razu byłam w stanie dosięgnąć ręką do urządzenia i wyłączyć go, tak jakby miał on zagłuszyć spokojną, otaczającą nas aurę w sypialni. Na dworze wciąż panował mrok, była bardzo wczesna godzina poranna. Poczułam duży wydech powietrza na swojej szyi, sygnalizujący przebudzenie się Nialla. Podparłam się łokciem na materacu i po omacku znalazłam włącznik lampki nocnej po mojej stronie łóżka, żeby czym prędzej się rozbudzić.
- Doesn’t it break your heart when ya get up so fuckin’ early? – Wymruczał do poduszki. Nie miałam jeszcze siły na śmiech, więc odetchnęłam nosem i uśmiechnęłam się do siebie.
- Postarasz się nie zasnąć? – Zapytałam. Usiadłam na skraju łóżka i od razu pożałowałam, bo moje nogi spotkały się z chłodem pozbawionym przyjemnie ciepłej kołdry. – Nie chcę się potem spieszyć i martwić, że czegoś nie wzięliśmy.
- Zaraz wstanę, mamo. – Jęknął. Przeciągle ziewnął i zaczął przecierać oczy, więc zostawiłam go samego w wygodnym łóżku, którego mu od razu pozazdrościłam.

Nie należę do kobiet, które skaczą z radości na myśl o malowaniu się o szóstej rano. Miałam jednak w głowie perspektywę aktywnego dnia w nowym miejscu i odnosiłam wrażenie, że poprawnym będzie pokazanie się na lotnisku wyglądając choć trochę lepiej, niż jak minutę po wyrwaniu się z niespokojnej drzemki. Zamalowałam korektorem cienie pod oczami i kilka niedoskonałości, bardzo delikatnie musnęłam policzki bronzerem, tylko dla pobudki kolorytu skóry. Skończyłam na pomalowanych rzęsach i odrobinie bladoróżowego rozświetlacza. Wylatywaliśmy z okazji Walentynek, więc uznałam za stosowne zadbanie o swoją twarz i delikatnie romantyczny makijaż, chociażby dla siebie samej. 
Ku mojemu zaskoczeniu, gdy drzwi od łazienki szerzej się uchyliły, w lustrze dostrzegłam pościelone już łóżko. Niall dołączył do mnie po swojej stronie umywalki i chwycił szczoteczkę do zębów, przerywając ruchy tylko na chwilę by się wyciągnąć. Potem zaczął się golić, a ja zajęłam się pakowaniem do końca mojej kosmetyczki.
- Całkowicie golisz? – Zerknęłam, widząc znaczną różnicę w jego zaroście.
- Nie, a chcesz? – Zapytał, pewnie przesuwając golarką pod swoją brodą.
- Nie… Wolę, gdy jest bardzo krótko. – Odparłam. – Ale to twój zarost. – Wzruszyłam ramionami. Westchnął niecierpliwie i przewrócił oczami, gdy wycofałam się z podejmowania decyzji.
- Dobra, będę to samo mówić, jak pójdziesz do Lou obciąć włosy. – Uniósł wyzywająco brew.
- To nie to samo! – Oburzyłam się.
- Jasne. – Parsknął, zanim przejechał golarką pod nosem. Uderzyłam go pięścią w biceps i pokręciłam głową z uśmiechem.

Poranki były zimne. Okolice zera na termometrze sprawiały, że z ulgą włączałam ogrzewanie w samochodzie i gdy prowadziłam, musiałam przez pierwsze minuty mieć na dłoniach rękawiczki. Niall wykorzystał nasz kilkudniowy wyjazd na zrobienie w swoich samochodach przeglądu i delikatne odświeżenie, więc z przyjemnością usiadłam w dopasowanym do mnie fotelu kierowcy.
- Masz wszystko? Dokumenty? – Zapytałam, gdy nacisnęłam okrągły przycisk na pilocie do bramy. Złapał się za kieszenie kurtki i zerknął do przegródki pomiędzy nami, zanim pokiwał głową i zapiął pas. Mój telefon automatycznie zsynchronizował się z odtwarzaczem muzyki w moim aucie, więc po chwili z głośników zaczęły płynąć pierwsze nuty jednego z najwolniejszych utworów Vance Joy.
- Mogę wybrać coś innego? Nie chcemy zasnąć. – Sięgnął po mojego iPhone’a i wystukał w nim kod dostępu.
- Tylko nie Fleetwood Mac. – Poprosiłam, rozglądając się w lewo i prawo zanim wjechałam na drogę wyjazdową z naszej okolicy.
- O co ci z nimi chodzi? Nie przeszkadzała ci nigdy ich muzyka. – Zauważył. Włączył jeden z hitów Red Hot Chili Peppers.
- Nie wiem, chyba już się nimi zmęczyłam.

Droga na lotnisko przebiegała całkiem sprawnie, aż do ostatniej prostej do Heathrow. Nasz lot był niestety w godzinach szczytu, jeśli chodzi o wyjazdy biznesowe, więc otoczeni zostaliśmy przez taksówki i najemnych kierowców. Dużo mniej chętnych znalazło się do wjazdu na płatny parking dla podróżnych, dlatego z wielką ulgą zmieniłam pas, gdy pojawił się zjazd do jednego z nich przy właściwym terminalu. Znalazłam miejsce nieopodal wejścia i byłam całkiem dumna ze swojego przyzwoitego parkowania.
Maszerowanie przez teren lotniska do głównej hali odlotów bez eskorty gotowej przeprowadzić cię przejściami dla VIP-ów było w pewien sposób relaksujące. Szanowaliśmy swoją prywatność, ale celowe ukrywanie się i stawianie przed kryjówką dwóch ochroniarzy nie zawsze działało na naszą korzyść. Dlatego zdecydowaliśmy, że urlop we dwoje jest urlopem również od przywilejów. Bez pośpiechu i ze spokojem ciągnęliśmy ze sobą nasze walizki i odnaleźliśmy stanowisko odprawy British Airways. W tej chwili jedynym udogodnieniem jakie odczuwałam, było postawienie nogi na miękkim dywanie rozłożonym dla wszystkich stoisk odprawy pasażerów klasy biznes. Niall podał mi swój paszport, a sam zajął się układaniem walizek do nadania na taśmie.
- Czy mogę panu zaproponować jakieś dodatkowe udogodnienia podczas lotu, panie Horan? – Zapytała kobieta za biurkiem, gdy okleiła nasze bagaże. Uśmiechała się promiennie i o ile częściowo było to spowodowane brytyjską uprzejmością obsługi klienta, jej nie opadający wzrok zdradzał jej świadomość, kim jest Niall.
- Nie, nie trzeba. – Pokręcił głową. – Ann, potrzebujesz czegoś? – Ciasno się uśmiechnęłam i podziękowałam, cierpliwie czekając aż dostaniemy nasze karty pokładowe, a z ust pracownicy lotniska padną ostatnie słowa życzące przyjemnej podróży.

W tłumie czas zawsze mija szybciej. Po uporaniu się z kontrolą bezpieczeństwa i przejściem ładnych kilkuset metrów przez lotnisko cieszyłam się, że byliśmy dobrze zorganizowani i odpowiednio wcześniej przyjechaliśmy. Główny korytarz naszego terminalu przepełniony był ludźmi do tego stopnia, że niebezpiecznym było zatrzymanie się w połowie, żeby zawiązać sznurówki. To było jak najbardziej ruchliwa ulica Londynu w godzinach szczytu. Dlatego chyba szliśmy kilka centymetrów bliżej siebie niż zawsze uznawaliśmy za stosowne w miejscach publicznych, gdzie ktoś mógłby bez problemu go dostrzec i zacząć zasypywać swoją ekscytacją.
- Nasz Business Lounge jest tam, w prawo. – Zwolniliśmy tempo przy tablicy informacyjnej, a on pokazał palcem wolnej dłoni na krótki, dobrze oznaczony korytarz z logo British Airways.
- A znamy już numer wyjścia? – Zapytałam. Pociągnęłam go bliżej ekranu i zaczęłam szukać naszego numeru rejsu.
- Tak, A8. – Był szybszy w zlokalizowaniu naszego lotu. – Pięć minut marszu. Do boardingu mamy jakieś czterdzieści pięć minut. Głodna?
- Nie aż tak bardzo, coś małego mi wystarczy. Poza tym dostaniemy coś w samolocie. – Odparłam. Niall rozejrzał się dookoła.
- To co, do kilku sklepów i po smoothie? – Zaproponował, poprawiając ramię skórzanego plecaka. Skinęłam głową z uśmiechem i dałam się pociągnąć za rękę w stronę pachnącej z daleka perfumerii.

X

- Nasz samolot jest na miejscu, więc pewnie nie będzie opóźnienia. – Mruknęłam, gdy czekaliśmy na nasze koktajle.
- Hm? – Mruknął, spoglądając na mnie znad ekranu telefonu. Zerknął na mój, który ostrożnie trzymałam w dłoni z otwartą aplikacją śledzącą cały ruch powietrzny na świecie. – Ach, twoje ulubione zajęcie. – Skomentował, z domyślnym uśmiechem.
- Nie mów mi, że nigdy z tego nie korzystasz.
- Tylko jak chcę cię odebrać z lotniska. Nie śledzę każdego mojego samolotu po numerach rejestracyjnych.
- To źle, że lubię samoloty? – Uniosłam brew. Zamknęłam Flight Radar i schowałam telefon do mojej małej, poręcznej torebki.
- Och, no weź. – Żachnął się. Objął mnie ramieniem i przycisnął do siebie. – Nie mówię, że to źle. Przynajmniej znasz się na rzeczy, to jest fajne. – Dodał, próbując się zreflektować. Jeden ze sprzedawców podszedł do lady i postawił na niej nasze zamówienia w plastikowych, przezroczystych kubkach i życzył miłej podróży. Dostałam swoje żółte, rozweselające smoothie i gdy pociągnęłam pierwszy łyk przez rurkę, Niall znów splótł nasze palce i poprowadził mnie w stronę naszego wyjścia.

Gdy podróżowaliśmy we dwoje, pozwalałam mu zawsze na kupowanie biletów lotniczych (za moją wcześniejszą akceptacją, rzecz jasna), a w zamian ja mogłam swobodnie znaleźć jakieś przyjazne na lokum na kilka dni. Tym razem zrobiliśmy odwrotnie i mój mózg nie mógł tego znieść. Przyzwyczajona byłam do poczucia bezpieczeństwa z wiedzy, gdzie i za jakie pieniądze będę spać, lubiłam mieć wszystko dobrze zorganizowane i zaplanowane tak, żeby mi pasowało. Zamieniliśmy się rolami na jego prośbę i żałowałam tego od momentu, gdy wyszliśmy rano z domu. Nie znosiłam poczucia niepewności co do tego, gdzie mnie zabiera i jak daleko będzie to od atrakcji, które chcieliśmy odwiedzić. Byłam nieprzyzwyczajona do niespodzianek, jeśli chodzi o planowane przez nas wcześniej wyjazdy za granicę, więc pełna obaw i wątpliwości usiadłam w fotelu pod oknem i zapięłam się pasem bezpieczeństwa.
- Zobacz. – Wystawiłam do niego swoje dłonie, które trzęsły się jak podczas przeraźliwych turbulencji. Niall ściągnął brwi.
- Czemu się trzęsiesz?
- Bo mi nie chcesz powiedzieć, gdzie nocujemy. - Jego mina złagodniała, a z jego ust wydobył się cichy chichot. Stewardessa przeszła korytarzem i sprawdziła, czy zapięliśmy pasy. – Przez ciebie denerwuję się lotem!
- Myślałem, że mi ufasz!
- Tak, ale…
- Piękna, - Zatrzymał mój potok słów, ujmując moją zmarzniętą, trzęsącą się rękę. Uśmiechał się przy tym rozbawiony. Czułam kotłujące się we mnie nerwy, a połączone z adoracją do tego na jak szczęśliwego wyglądał, moja mina musiała przypominać tę bardzo skrzywdzonego szczeniaczka. – Nawet gdybym wywiózł cię na holenderską wieś, zadbałbym o dostęp do ciepłej wody i wygodne łóżko.
- Ale nie jedziemy na wieś, co? – Zapytałam cicho, w tej chwili wątpiąc już we wszystko, co się dookoła mnie działo. Niall parsknął śmiechem, za co zabrałam rękę z jego uścisku i skuliłam się tyłem do niego, wbijając wzrok w okno. – Czy my w ogóle jesteśmy w dobrym samolocie? – Mruknęłam, bardziej do siebie, ale musiał usłyszeć.
- Nie, lecimy do Rumunii dać się zabić wampirom w Transylwanii. – Powiedział spokojnie. Odwróciłam się do niego gwałtownie i miałam ochotę zedrzeć ten perfidny uśmieszek z jego pięknej twarzy.
- Nie lubię cię. – Na pewno brzmiałam jak obrażona pięciolatka. Niall przytaknął skinieniem głowy i wygodnie rozsiadł się w fotelu.
- Szanowni państwo, witamy na pokładzie samolotu Airbus A320 linii British Airways do Amsterdamu. – Kapitan zaczął swoje przemówienie przez intercom, a moje serce odrobinę się uspokoiło.
- Wciąż mnie nie lubisz? – Zapytał ze szczerym rozbawieniem w głosie.
- Zastanawiam się nad tym.



W Amsterdamie wylądowaliśmy o czasie. W momencie, kiedy musieliśmy wyjść z samolotu i odnaleźć się na dużym lotnisku, zapomniałam o jakichkolwiek dąsach. Szukałam w mojej pamięci jakichś wskazówek, bo jeszcze jako dziecko kilka razy zwiedzałam miasto razem z rodzicami. Mimo wszystko, kilkanaście lat robiło różnicę, więc bez chwili zawahania chwyciłam Nialla rękę, gdy maszerowaliśmy w poszukiwaniu naszych bagaży.
Holandia powitała nas dużo chłodniejszym powietrzem od tego, które mieliśmy na co dzień w Londynie. Nie mogło być więcej niż pięć stopni na plusie, więc cieszyłam się z cieplejszej zawartości mojej walizki. Taksówka wiozła nas przez ruchliwe ulice miasta, które tak różniło się architekturą i klimatem od Londynu. Mijaliśmy długie kanały, które miałam nadzieję obejść później wzdłuż i wszerz, chociaż kawałek. Samochód zatrzymał się w jednej z najstarszych dzielnic, ozdobionej licznymi mostami pieszymi przez kanały, do których przyczepionych było dużo różnokolorowych rowerów. Wzdłuż kanału jak i ulicy rosły potężne drzewa, które wiosną i latem musiały tworzyć wspaniały miejski gaj. Kamienice były niewysokie, ale bogate w bardzo precyzyjne detale i nieuniknioną, magiczną atmosferę. Amsterdam zawsze kojarzył mi się z miasteczkiem z bajki, tyle że trochę większym. Pełen był drobnych kafejek i piekarni, wejścia do domów cieszyły się zdobionymi lub jednokolorowymi drzwiami, a łodzie płynące przez kanały tylko zachęcały moje oczy do dalszego spaceru.
Stanęliśmy na chodniku z naszym bagażami. Przed nami było duże, oszklone wejście ze skromnym szyldem, mówiącym „Pulitzer”. Podążyłam za Niallem, ciągnąc swoją beżowo-różową walizkę i nie umiejąc pozbyć się delikatnych motyli w brzuchu, które zaczęły trzepotać skrzydełkami na widok intrygującego miejsca. Zanim znaleźliśmy się w recepcji przeszliśmy przez pomieszczenie pełne świeżych, ciętych kwiatów w wazonach, w ilości godnej małej kwiaciarni. Wnętrze było zdecydowanie jedyne w swoim rodzaju. Sufit i niektóre ściany obite były drewnianymi belkami, sofy i kanapy zapraszały nietypowymi, ale zaskakująco pasującymi kolorami i materiałami. Na tle granatowych zasłon wisiały obrazy pełne kwiatów w najpiękniejszych pastelowych kolorach, a same biurka recepcji kontrastowały swoją drewnianą surowością. Nie pamiętałam, kiedy po raz ostatni byłam w miejscu tak dobrze przemyślanym architektonicznie. Byłam pod wrażeniem, a moje artystyczne oko miało swoje dłuższe chwile przyjemności z patrzenia na estetycznie piękne pomieszczenia.
Kiedy ja podziwiałam welurowe fotele w najpiękniejszym liliowym odcieniu, Niall podszedł do jednej z recepcjonistek. Podążyłam za nim, zastanawiając się, gdzie za chwilę pójdziemy, skoro samo wejście do hotelu wzbudziło we mnie tyle pozytywnych wrażeń. Poluzowałam kraciasty szalik i stanęłam obok niego przy wysokim biurku, delikatnie oparłszy łokieć o blat.
- Będą państwo korzystać z naszej restauracji, czy zostawiamy serwis?
- Nie, serwis pokojowy niech zostanie. Czy muszę dopłacić za… - Zaczął, zostawiając w domyśle koniec zdania. Skinął głową na dokumenty, które brunetka wręczyła mu chwilę wcześniej.
- Och, - Skojarzyła i uśmiechnęła się promiennie. – Nie, reszta jest na nasz koszt. Konsjerż zaraz zaprowadzi państwa do apartamentu i wszystko wytłumaczy.
- Świetnie. Dziękuję. – Odparł, złożywszy kilka kartek na pół. Zabrał je razem z telefonem z blatu i zerknął na mnie kontrolnie, puszczając mi zalotnie oko.
Chwilę później, mężczyzna w wełnianym fraku wyprowadził nas z recepcji i poprowadził wzdłuż kamienicy. Jak się okazało, musieliśmy obejść kompleks połączonych ze sobą budynków, by dojść do kanału na kolejnej przecznicy i zatrzymać się przy jednych z kilku masywnych, białych drzwi. Konsjerż poinstruował nas, jak otwierać drzwi i pozwolił nam wejść do środka. Przed nami pojawiła się elegancka i szeroka jak na wąskie kamienice klatka schodowa. Stopnie z solidnego drewna pomalowane były białą farbą i przykryte fuksjowym chodniczkiem. Na ścianach wisiały nowoczesne obrazy i fotografie, które pasowały do rustykalnych wnętrz. Piętro wyżej czekały na nas chronione czytnikiem na karty hotelowe drzwi, które po delikatnym kliknięciu pokazały mi najpiękniejszy hotelowy apartament, w jaki kiedykolwiek widziałam.
Niall razem z mężczyzną, który nas przyprowadził, zaczęli rozmawiać o kilku szczegółach. Natomiast ja, onieśmielona widokiem, bezmyślnie stąpałam po jasnych panelach z solidnego drewna. Apartament nie był potężny, ale wystarczający. Główny korytarz otoczony był białymi ścianami z wyrzeźbionymi geometrycznymi zdobieniami przy suficie i framugach. Duże, kwadratowe drzwi rozsuwały się na boki i przy pociągnięciu za złotą klamkę, pokazywały potężną sypialnię. Ściany w niej były jasne, ale wszystkie detale budziły pomieszczenie do życia wesołymi barwami, w podobny sposób jak na korytarzu przed wejściem. Co jednak przykuwało największą uwagę, to wanna. Obok dużego królewskiego łoża z mahoniową, imponującą i smukłą ramą, na podłodze zostało ułożonych kilkanaście marmurowych kafli, które służyły jako elegancka podłoga dookoła srebrnej wanny. Była na tyle duża, że spokojnie mieściłaby dwie osoby. Kran i stoliczek obok, na którym widziałam kilka buteleczek z pachnącymi dodatkami, były złote i lśniące. Na nocnym stoliku – bo nie wspomnę o imponującym barku w rogu, pod oknem – znalazła się butelka szampana i dwa kieliszki. Okno prostopadłe do łóżka wychodziło na kanał, który mijaliśmy minuty wcześniej.
Po drugiej stronie korytarza znalazłam przestronny salon z granatową, welurową kanapą i żółtymi jak słońce poduszkami. Dwa liliowe fotele obite pomalowanym złotą farbą drewnem miały swoje miejsce nieopodal, przy małym stoliku. Takie same, jakie dostrzegłam w sypialni przy pięknym drewnianym biurku. W obu pokojach znalazło się miejsce na zadbane kominki, nad którymi wsiały duże telewizory. Panele podłogowe sporadycznie przykryte były świeżymi dywanami we współczesne lub marmurowe wzory. Na ścianach wisiały szkice i kolorowe plakaty w imponujących ramach, które nadawały charakter całemu apartamentowi. Bezpośrednio naprzeciwko sypialni, jeszcze przed salonem i oddzielona takimi samymi, rozsuwanymi drzwiami, była łazienka. Duża i czysta, wyłożona białymi prostokątnymi kafelkami i marmurem. Sprawiała wrażenie zupełnie nowej i niedotykanej. Przy wejściu był duży prysznic, oddzielony od reszty wyposażenia tylko jedną, wąską szybką. Dwie umywalki i dwa lustra nad nimi, a całe pomieszczenie zostało rozplanowane tak, żeby z salonu nie było widać osoby korzystającej z toalety, ale już pozwalające na sekretne obserwowanie kogoś pod prysznicem.
Na maleńkim, okrągłym stoliku przy turkusowej, pikowanej kanapie w sypialni znalazłam kilka ulotek. Najważniejsze informacje o hotelu, kontakt do obsługi hotelowej oraz broszura informacyjna opisująca cały apartament. Miał być romantyczny i przepełniony miłością do wystroju wnętrz, która odzwierciedlała uczucia pomiędzy nocującą tu parą. W szczegółach opisano niektóre dekoracje, które znalazły swoje miejsce w sypialni bądź salonie, z podkreśleniem ich wartości dla holenderskiej sztuki współczesnej. Byłam pełna podziwu i zastanawiałam się, czy Niall sam znalazł ten konkretny pokój, czy mu go zaproponowano. Bo jeśli sam, to miałam mu za co dziękować.
- Co myślisz? – Usłyszałam obok. Wszedł w głąb sypialni, gdy ja stałam przy biurku, które jak się okazało mogło służyć jako toaletka ze sprytnie chowanym lustrem i szufladą pełną czystych, zapakowanych jeszcze pędzli do malowania i chusteczek do demakijażu. Po sposobie, w jaki zrzucił z ramion plecak na łóżko domyśliłam się, że zostaliśmy sami.
- Jak znalazłeś to miejsce? – Zapytałam, wciąż rozglądając się co nieco po wnętrzach. Tym razem, moją uwagę zwrócił złoty kaskadowy żyrandol na środku wysokiego sufitu. Ciekawa byłam, co jeszcze mnie tu zaskoczy. Niall wzruszył ramionami i wyciągnął telefon z kieszeni spodni.
- Poszukałem w internecie. Na początku chciałem, żebyśmy spali w „Music Collector’s Suite”. Tam na ścianach wszędzie wiszą stare instrumenty, wszystko utrzymane w takim trochę jazzowym stylu z lat sześćdziesiątych albo i wcześniej. Bardzo fajny klimat. Ale pomyślałem, że ten będzie lepszy. – Tłumaczył.
- Bo ma wielką wannę obok łóżka i możesz mnie oglądać nagą? – Zaśmiałam się cicho i podeszłam do niego, wsuwając ręce na jego boki i powoli łącząc je potem na jego plecach. Podniosłam głowę tak, żeby złapać z nim kontakt wzrokowy i oparłam się brodą o jego pierś. Uśmiechnął się zalotnie, choć starał się to ukryć. Pociągnął teatralnie nosem.
- Nie, bo możesz się wieczorem zrelaksować bez konieczności migrowania do łazienki na godzinę. – Uniósł brew i silił się na ton intelektualisty.
- Czyli będziesz leżał jak król w potężnym łóżku i sprawdzał czy zniknęła już piana.
- Może. – Odparł, nie kryjąc swojego zadowolenia.
- W takim razie muszę dodać do planu wycieczki odwiedziny w sklepie z kosmetykami do kąpieli, żeby trochę pokolorować i urozmaicić moje bąbelki!
- O nie, nie chcę mieć znowu brokatowego penisa!  - Pokręcił głową ze śmiechem, a ja zaczepnie chwyciłam zębami jego białą koszulkę z nadrukiem.
- Spójrz na to z innej strony. – Zaczęłam, gdy chwycił moje splecione dłonie i rozłączył je, chcąc wydostać się z mojego uścisku. – Lubię brokat. – Dodałam, na co oboje nie mogliśmy powstrzymać śmiechu żenady.
- Więc lubisz brokat, ale już nie przyznasz, że lubisz mnie? – Położył moje ręce na swoich ramionach i chwycił mnie w talii, zmuszając mnie do stanięcia na palcach i prawie dorównania mu wzrostem. Tym sposobem mógł złączyć nasze czoła i złapać ze mną jeszcze silniejszy kontakt wzrokowy, przeszywający i elektryzujący. Ukrywał swój dziecięcy uśmiech pod maską uniesionej w pewności siebie brwi i zadowolonym z siebie uśmieszku.
- Glitter can’t make me feel good physically, can it?
- Ah, now we’re talking.




  Amsterdam skrzący się promieniami zimowego słońca był jeszcze bardziej urokliwy. Spokojna tafla kanałów odbijała od siebie kontury dużych i mniejszych łódek, niektórych nawet mieszkalnych. Wzdłuż drogi, każdego mostu i do każdego stojaka przywiązane były rowery, na dosłownie każdej ulicy. Powietrze było rześkie, wszechogarniało mnie i co jakiś czas wywoływało dreszcze z zimna. Ciaśniej obwiązałam się szalikiem, a na moich dłoniach znalazły się dopasowane rękawiczki. Niska temperatura wzmagała jaskrawość światła na zewnątrz, więc pomimo niskiej temperatury, oboje z ulgą założyliśmy okulary przeciwsłoneczne.
Maszerowaliśmy jedną z ulic wzdłuż kanału, znaną z wielu przyjemnych barków i restauracji. Pora lunchu odezwała się naszymi burczącymi brzuchami, więc Niall trzymał w ręku telefon z mapą do knajpki, którą znaleźliśmy wcześniej online. Trochę więcej ludzi pojawiło się za kolejną przecznicą, więc chwyciłam jego wolną dłoń i pozwoliłam się prowadzić przez ruchliwą okolicę. Rozglądałam się dookoła i próbowałam chłonąć nową atmosferę, odnaleźć się w obcym języku, jednocześnie podziwiając widoki i dostrzegając detale, które tak bardzo chciałabym zatrzymać na wielu fotografiach. Intensywność okolicy, w której się znaleźliśmy, nie działała na korzyść całkowitego relaksu, więc starałam się skupić na dotyku, którym otoczona była moja lewa ręka. Na sposobie, w jaki stykały się nasze palce oraz na miękkości jego skóry. Była to jedna z praktyk medytacji, której uczyłam się dla lepszego zdrowia psychicznego, całkiem skuteczna. Chwilę później, Niall otwierał przede mną drewniane drzwi z witryną, na której widniała chwytliwa nazwa „Mook”.
W środku było całkiem sporo ludzi, ale znaleźliśmy dla siebie nieduży stolik przy ścianie, pomiędzy innymi pojedynczymi siedzeniami. Wcisnęłam się na sofę od strony ściany, która biegła wzdłuż wszystkich stolików. Poprawiłam się tak, by przypadkiem nie usiąść na kurtce pani obok, która na widok mnie opadającej ciężko na kanapę, odruchowo przyciągnęła swoje rzeczy bliżej siebie. Nie zdążyłam dobrze rozejrzeć się dookoła, a po lewej stronie pojawił się wysoki blondyn z kartami dań. Przywitał nas (chyba) po holendersku i zaczął je rozkładać, ale Niall go ubiegł i odezwał się po angielsku.
- Czy macie może menu po angielsku?
- Och! – Uniósł brwi, najwyraźniej nie spodziewając się nieznajomości jego języka z naszej strony. – No pewnie, zaraz przyniosę. – Uśmiechnął się ciepło, zanim zniknął na chwilę.
- Dzięki.
Rozpięłam suwak mojego czarnego płaszcza i ostrożnie zsunęłam go sobie z ramion, w międzyczasie nie radząc sobie z ciasno zawiązanym szalikiem. Ręce do połowy wyjęłam z rękawów, a moja szyja wciąż owinięta była bawełnianym materiałem w kratkę. Musiałam chwilę się z nim siłować, zanim się uwolniłam.
- W porządku? – Zaśmiał się do mnie, widząc moją nieporadność. Wywróciłam oczami i ciasno się uśmiechnęłam, gdy kelner do nas wrócił.
Skupiłam się na wyborze czegoś pysznego do jedzenia, a propozycji było wiele. Cała karta dań utrzymana była w zdrowym stylu, z dodatkiem opcjonalnej słodyczy lub podwójnej porcji pełnowartościowych składników. Różne rodzaje dodatków do naleśników oraz świeżo wyciskane soki z sezonowych warzyw i owoców. Do wszystkich pomysłów dobrane były chwytliwe nazwy i komentarze, które wyjaśniały na co dobra będzie konkretna rzecz.
- Powinniśmy wziąć po szklance soku z arbuza. – Skomentował.
- Ale po arbuzie chce mi się sikać. – Zauważyłam. Odnalazłam wzrokiem opis, po czym spojrzałam na kamienną twarz Nialla. Przez ułamek sekundy, gdy złapał ze mną kontakt wzrokowy, uniósł się kącik jego ust w złowieszczym uśmieszku. – Ale z ciebie dzieciak.
- A ty znowu zawstydziłaś się w miejscu publicznym. A ja nic nie powiedziałem! – Bronił się z szerokim uśmiechem. W rzeczy samej, moje policzki przybrały szkarłatny kolor, a w uszach dudniło bicie serca.
- Dlaczego mnie tak bardzo nie lubisz? – Wydęłam dolną wargę, próbując schować twarz wczytywaniem się w menu.
- Nie wiem, o czym mówisz. Zaproponowałem tylko sok z arbuza. – Perfidnie się uśmiechał. Cały czas. Wiedział, że otwarcie i bez problemu rozmawiam o seksie tylko podczas okresu, bo tak już działały moje hormony. Choćbym nie wiem jak bardzo chciała to zmienić i przełamać, to wciąż tkwiła we mnie nastoletnia dusza, jeśli chodzi o rozmowę o stosunku.
-  Nie wiem jak ty, ale ja nie potrzebuję soku, żeby podnieść swoje libido. – Odparłam cicho, czując palącą skórę na mojej twarzy. To była jedna z kilku rzeczy, których w sobie nie trawiłam.
- Hej, - Zaczął łagodniej. Wyciągnął do mnie swoją rękę, ale nie mógł kontynuować, bo obok nas pojawił się kelner.
- Co mogę podać? – Wyciągnął mały notesik i długopis i spojrzał na nas cierpliwie, ale nie odwzajemniłam gestu. Wciąż wpijałam wzrok w kartę dań i nie byłam w stanie przełamać swojej wstydliwości.
- Czekoladowa sensacja dla mnie. – Powiedziałam monotonnie, oparłszy głowę na otwartej dłoni.
- Jasne. Dla pana?
- Niech będzie Heavy Mama. – Odparł, a moje oczy na dłużej zatrzymały się na przystawkach, na które już wcześniej zwróciłam uwagę. Przez krótką dyskusję o soku wpływającym na popęd seksualny, straciłam ochotę na pytanie go o zdanie. Dlatego odezwałam się po prostu na głos, tak aby kelner dosłyszał.
- Czy możemy jeszcze podzielić się humusem z awokado? – Rzuciłam Niallowi krótkie spojrzenie, które odwzajemnił. Zaczął kiwać głową i badać wzrokiem moją twarz, zanim zerknął na blondyna w brązowym fartuchu.
- Możemy z tego zrobić porcję dla dwojga, z humusem i z łososiem wędzonym. Wygodne do podziału, jest tutaj, trochę niżej. – Wskazał palcem na pozycję pod przystawkami, z talerzami dla dwóch i więcej osób.
- Super. Dla pani herbata miętowa, dla mnie duża czarna. – Dokończył za mnie i nie dał nawet dojść do słowa. Kelner, nie słysząc sprzeciwu, przytaknął i zabrał jedną z kart, obiecując przynieść zaraz napoje.
- A co jeśli nie chcę mięty? – Zapytałam cicho, lekko obrażonym głosem. Zamknęłam menu i odłożyłam na bok, rozglądając się dookoła.
- To zmienię zamówienie. Ale zawsze jak jesz coś słodkiego na śniadanie albo lunch, lubisz wypić miętę. – Powiedział zdecydowanie, co zwróciło moją uwagę. Spojrzałam na jego delikatnie uniesioną brew i westchnęłam głęboko. Przysunął do mnie swoją rękę i chwycił palce, w których chowałam zaczerwieniony policzek. – I was just messin’ with ya, bunny. – Próbował mnie rozluźnić.
- Wiem. – Odparłam krótko. Zamilkłam na dłuższą chwilę i dałam mu tym do zrozumienia, że wciąż jestem podirytowana. Nie lubiłam, gdy wytykał mi rzeczy, których sama w sobie nie do końca tolerowałam. Robił to z miłości i poczucia humoru, ale tym razem nie było mi
do śmiechu. Zrezygnował więc i cofnął swoją rękę, wzdychając ciężko. Sięgnął po telefon do kieszeni spodni i położył go na stoliku, po czym otworzył kilka wiadomości.
Moja głowa nie pozwalała mi tak zostawić tego tematu. Nie chciałam znowu wyjść na tę słabą, która nie potrafi się przekomarzać ani rozmawiać o ludzkich sprawach bez denerwowania się i zasłaniania czerwonej twarzy. Jak odruch bezwarunkowy, niczym refleks, w mojej głowie pojawił się bardzo kiepski żart. Jeden z tych, które niekontrolowanie wpadały do mojej głowy, były sytuacyjne i często oparte na grze słów. Niall zawsze uważał je za żenujące, ale mimo to wysłuchiwał ich i śmiał się, albo kręcił głową z dezaprobaty, bo sięgały już za daleko. Z reguły, gdy jestem w złym humorze, powstrzymuję się od wygłoszenia żartu godnego najbardziej klasycznego ojca, ale tym razem nie mogłam. Musiałam ochronić swoje dobre imię, przywrócić zabawowość do moich zwyczajnych reakcji i zapomnieć o tym, że przed chwilą śmiał się z mojej nieopanowanej do końca umiejętności rozmawiania o seksie publicznie.
- If you’re into Heavy Mamas then why are you with me? I ain’t one. – Spojrzałam na niego ostrożnie i zagryzłam wargę widząc, jak unosi kąciki ust. Nie podniósł na mnie wzroku znad ekranu, ale nieśmiało się uśmiechnął i zaczął kiwać głową.
- There she is.



W porównaniu do ilości podróży, które odbyliśmy razem nie mieliśmy zbyt dużego doświadczenia, jeśli chodzi o klasyczne zwiedzanie tylko we dwoje. Gdy Niall był w trasie, z chłopakami czy już solo, to jeśli już towarzyszyłam mu gdzieś za granicą, zwiedzałam na własną rękę. Jego wyjście do miasta podczas serii koncertów wiązało się z niezliczonymi tłumami nastolatek śledzącymi każdy jego ruch. Natomiast gdy wyjeżdżaliśmy na prawdziwe wakacje - albo nie byliśmy sami, albo po prostu cieszyliśmy się miejscem, w którym jesteśmy, czytaj: leżeliśmy na plaży. Zwiedzanie Luwru, muzeum Indian w Waszyngtonie, czy skrupulatne śledzenie listy najważniejszych obiektów kulturalnych w mieście naszego pobytu, dostawałam w ramach pakietu samotnych przechadzek po mieście, kilka godzin przed koncertem, podczas pierwszych prób dźwiękowych.
Jeszcze dobrych kilka dni przed wylotem przypomnieliśmy sobie, że podróżowanie we dwoje polega na kompromisie. Wypadałoby, żebyśmy oboje poświęcili się dla dobra drugiej połówki i zgodzili się na jakąś aktywność, która wiele dla niej znaczy. Dlatego gdy spisywałam pomysły, gdzie możemy pójść i co możemy robić przez te cztery dni, poprosiłam go o zaproponowanie czegoś albo wykreślenie, jeśli nie byłby w stanie tego znieść.
Moja ciekawa świata i ambicjonalna natura została wypielęgnowana przez moją mamę. Zawsze podczas wspólnych wakacji z rodzicami, wręcz rytuałem było odwiedzanie największego albo najbardziej znanego muzeum. Razem z tatą dostawaliśmy solidną porcję wiedzy o kulturze i historii, którą mama chłonęła jak spragniona. Jej najskrytsze marzenia schowane były w obrazach, książkach i arcydziełach architektury, którymi skrupulatnie dzieliła się z nami każdego lata.
Dlatego serce mnie trochę bolało, gdy byłam w mieście pełnym holenderskiego, wspaniałego malarstwa, a Niall nie należał do amatorów sztuki innej od muzyki, tym bardziej starszej od niego. Rijksmuseum w Amsterdamie odwiedziłam raz w życiu, dobrych kilkanaście lat wcześniej – byłam jeszcze w przedszkolu. Muzeum Van Gogha nawet nie pamiętałam, a sama myśl o przypomnieniu sobie wszystkich historii o nim i jego dziełach, które opowiadała mama, wywoływała moją gęsią skórkę.
Kompromis wygrałam współczesną propozycją. Po sycących naleśnikach i krótkiej wędrówce po zimnym, ale słonecznym mieście dotarliśmy do nieco starszego, ceglanego budynku, w którym mieściło się Moco Museum. Rysunki i przestrzenne dzieła, zaliczające się do popkultury, były dużo bardziej atrakcyjne dla oka i przywoływały na myśl więcej skojarzeń. Tym bardziej, gdy do stałej ekspozycji należały prace Banksy’ego, do którego nie raz nawiązywałam w pracach zaliczeniowych na studiach, a jadąc ulicą przez Londyn można było przypadkiem natknąć się na jego słynne murale.


Nigdy nie uznałabym zwiedzania za kompletne, gdybym nie odwiedziła lokalnego supermarketu. Z zadowoleniem wymalowanym na twarzy stanęłam na ruchomej podłodze, która prowadziła na najniższe piętro. Znajdowała się tam miniaturowa wersja jednego z sieciowych sklepów. Szukaliśmy lokalnych przekąsek, które moglibyśmy zabrać do hotelu na wieczór. W lodówce znaleźliśmy wygodnie zapakowane koreczki z holenderskim serem i wodę mineralną, a potem nogi zaniosły mnie do działu ze słodyczami. Bez chwili zawahania sięgnęłam po tradycyjne, cienkie, dobrze wypiekane wafle przekładane najsłodszą na świecie masą. Nie mogłam się doczekać, aż położę sobie jedno duże ciastko na wierzch kubka z parującą herbatą i poczekam chwilę, aż wafel zmięknie, a masa zacznie się ciągnąć jak karmel. Zatrzymałam swój wzrok na kolorowych opakowaniach tabliczek czekolady. Mówią, że nie należy oceniać książki po okładce, ale jeśli ktoś owinie nieregularnie pokrojoną czekoladę mleczną z kryształkami słonego karmelu, w kolorowy papier z chwytliwymi komentarzami i zabawnymi adnotacjami – Niall tylko czekał, aż obciążę koszyk, który trzymał w ręku.
Wieczorem popsuła się pogoda. Mieliśmy plan zostawić co cięższe w apartamencie i wybrać się na spacer po zmroku. Być może w celu zapoznania się z lokalnym życiem nocnym lub podziwiania z zewnątrz uroków najstarszej dzielnicy Amsterdamu, która jednocześnie pełniła funkcję domu dla legalnych tu używek i rozrywek dla dorosłych. Jednak gdy dotarliśmy do naszej kamienicy, z nieba spadł nieprzerwany i uciążliwy deszcz. Uznaliśmy więc, że zaufamy dobrej prognozie na kolejny dzień, a wieczór zostawimy na odpoczynek i odrobinę lenistwa.
Oparłam się o ścianę obok drzwi wejściowych, w oczekiwaniu aż wyjmie z portfela klucz do apartamentu. Wzięłam od niego reklamówkę z drobnymi zakupami i obserwowałam, jak swoimi zwinnymi palcami przebiera w jednej z przegródek. Przesunęłam wzrok wyżej, na jego zrelaksowaną twarz. Włosy, które rano ułożył tradycyjnie w zawiniętą do góry grzywkę, opadły odrobinę na bok, przez przypadek tworząc coś niedbale seksownego. Jego policzki mieniły się kilkoma piegami, które pojawiły się po ostatniej potężnej dawce słońca w Kalifornii. Czubek nosa nie był zaróżowiony, ale przyjemnie opalony, co podkreślało elektryzującą barwę jego oczu. Dołki pod nimi były już mniejsze, coraz mniej przypominając o intensywnym grafiku. Jego delikatny zarost dosięgał do jabłka Adama i optycznie zmieniał kształt szyi, nadając jej jeszcze większej, męskiej grubości. Hardy efekt bardzo kontrastował z niesamowicie miękkim i delikatnym materiałem szarej bluzy, którą wcisnął przez głowę przed wyjściem. Gdybym mogła płacić za jego najlepszy wygląd zapraszający do przytulania, cała jego garderoba składałaby się z dopasowanych bluz, swetrów i t-shirtów z kaszmiru. Niall w kaszmirze był marzeniem najgłębszego snu.
Wszedł pierwszy i przytrzymał dla mnie drzwi. Dzięki temu miałam idealny widok jego kurtki, ciasno naciągającej się na jego coraz lepiej zbudowanych plecach. Zdążyłam jedynie szybko zerknąć na dobrze dopasowane na pośladkach jeansy, zanim przez myśl przebiegła mi ochota na nagłe przytulenie się do niego. Mało brakowało, a przylgnęłabym całym ciałem do jego pleców i nie puszczała, ale zdawałam sobie sprawę, jak dziwnie by to wyglądało. Uniknęłam więc jego uniesionych brwi i zaniepokojonych komentarzy. Zagryzłam wargę, powstrzymując się też od zbędnego komentarza.
Drobna, małymi kroczkami stąpająca ekscytacja skrycie towarzyszyła mi cały czas, gdy z nim byłam. Owszem, trwając w związku już kilka lat pewne doznania się zmieniają i przybierają charakter życia codziennego. Gdy w pierwszych tygodniach splatał razem nasze palce, iskry zaczepiały moją skórę, dłoń robiła się zimna, a całe ciepło z organizmu wędrowało do mojej twarzy pod postacią szkarłatnych rumieńców. Serce przyspieszało rytm i jego bicie wyczuwalne było w całym organizmie. Teraz, gdy szliśmy trzymając się za ręce, wszechogarniało mnie przyjemne, ciepłe poczucie bezpieczeństwa. Niespodziewane objęcia w talii, objęcie nadgarstka, czy jakikolwiek inny gest wymagający dotyku budziły ekscytację, ale pozbawioną paniki i nerwów. Pewność naszych ruchów, gdy żyliśmy ze sobą już któryś rok, nakręcała mnie na jeszcze większą miłość. Często mu się przyglądałam i przeważnie kończyło się to niepowstrzymanym pocałunkiem, albo czterema. Dzięki niemu moje serce żyło, dostarczało mi wielu wrażeń, a one wszystkie były w zasięgu mojego poczucia komfortu. Dlatego każdy wniosek wysnuty w mojej głowie, głoszący: „Cholera, jaki on jest przystojny”, przypominał mojej podświadomości o posiadaniu tego piękna na wyciągnięcie ręki, o widoku tych mniej lub bardziej widocznych mięśni o poranku, gdy jeszcze spał; o zapachu skóry, który znałam na pamięć i nie chciałam nigdy zapominać. Bo Niall i jego miłość były uosobieniem mojego komfortu.
Rozpakowałam zakupy i poukładałam część na stoliku. To, co chciałam otworzyć rzuciłam na łóżko, gdzie po jednej stronie usiadł już Niall i ściągał swoje adidasy. Z walizki, którą położyłam w kącie pokoju, wyciągnęłam kosmetyczkę i wzięłam ją ze sobą do łazienki. Wykorzystałam dużą przestrzeń i wygodnie się rozłożyłam przy umywalce, żeby zmyć makijaż. Włosy związałam w najmniej elegancki, ale najwygodniejszy koczek na czubku głowy i brakowało mi jedynie odrobiny cukru w organizmie, żeby w stu procentach się przygotować do wieczornego relaksu.
Gdy wróciłam do sypialni, światła były już inaczej zapalone. Żyrandol na środku sufitu był zgaszony, świeciły się jedynie dwie lampki nocne oraz włączony telewizor. Niall siedział oparty o wysoko postawione poduszki z pilotem w ręku. Wolna ręka wędrowała bezmyślnie po jego włosach, przeczesywał palcami kępki włosów ze swojej lekko opadniętej grzywki. Wygodnie rozłożony, w delikatnie osuniętych jeansach i wciąż tej samej miękkiej bluzie, wyglądał lepiej niż każdy sen. Zebrało mi się na sentymenty i małe stadko chochlików biegało po moim brzuchu, więc uśmiechnęłam się do siebie na ten widok. Nie chciałam powstrzymywać swoich pozytywnych emocji, które w gruncie rzeczy były celem naszego wyjazdu.
Usiadłam po turecku po drugiej stronie łóżka i odblokowałam telefon. Ilość wiadomości, jakie zobaczyłam na grupowym czacie z moimi siostrami i mamą przeraziła mnie, dlatego dla uspokojenia szybko biegających myśli otworzyłam jedną z tabliczek holenderskiej czekolady. Ugryzłam kawałek dużej kostki, którą odłamałam i zaczęłam się wczytywać w przechwałki Julii.
- Dobra? – Zapytał, sięgając po sreberko. Ochoczo pokiwałam głową.
- Przepyszna! – Oznajmiłam. Przełknęłam kolejny kęs słodkości, zanim cokolwiek więcej powiedziałam. – Julia dopytuje, kiedy ja albo Marta przyjedziemy do Polski, żebyśmy mogły zająć się Piotrusiem.
- Tak, jakbyś faktycznie cały czas była na miejscu. – Rzucił z ironią, wgryzając się w czekoladę. Zerknęłam na jego wyraz twarzy, spotykając się z delikatnie ściągniętymi brwiami i wzrokiem wciąż skupionym na ekranie telewizora. – A on nie miał przypadkiem niani?
- Miał, ale chyba tylko do momentu aż przyjęli go do przedszkola. Tylko teraz nie rozumiem, dlaczego jego rodzice nie są w stanie wziąć zwolnienia, jeśli dziecko choruje. – Odparłam, wczytując się w kolejne dymki wiadomości. – Mama mi ostatnio mówiła, że już nie ma siły ciągle z nim siedzieć.
- Jeśli kochająca babcia tak mówi, to coś musi już być na rzeczy. – Skomentował.
- Mhm, pisze jeszcze, że na wakacje chcą wyjechać z nim na dwa tygodnie, a potem na drugie tyle zostawić go u mamy… Ciekawe kiedy do mnie zadzwoni, że mam przylecieć do Warszawy.
- Jaki jest sens mieć i wychowywać dziecko, jeśli nie jest się w stanie dla niego poświęcić? Dzieciak chory, to ja z nim w domu. Prosta sprawa. – Dodał. Odłożył pilot na stolik po swojej prawej stronie i założył ręce za głowę.
- Jak widać, niektórzy mają inne pojęcie o rodzicielstwie… - Mruknęłam. – Ale nie powiem jej tego, bo przecież co ja wiem o życiu, co?
- No tak, jesteś przecież taka niedoświadczona. – Parsknął cichym śmiechem i przejechał językiem po zębach. Odepchnął się od oparcia i chwycił za rąbek swojej bluzy, ciągnąć ją powoli do góry.
- Nie, poczekaj! – Rzuciłam szybko, pełna paniki w głosie.
- Co?
Odłożyłam telefon i wygramoliłam się z mojego krzywego siadu, zbliżając się do niego na kolanach. Materac był miękki, więc delikatnie się zapadałam z każdym moim ruchem i trudno mi było utrzymać równowagę. Zrozumiał, że się do niego zbliżam i asekuracyjnie wyciągnął do przodu ręce. I słusznie, bo gdy zamachnęłam się, by przełożyć lewą nogę na drugą stronę jego tułowia, prawie spadłam z łóżka. Nie oceniłam jak blisko krawędzi siedział i moje kolano zsunęło się z materaca.
- Co ty wyprawiasz? – Pytał zdezorientowany, gdy podtrzymał mnie w biodrach i pomógł złapać równowagę. Usiadłam mu na biodrach i świadoma tego, że delikatnie go wgniatam w materac, położyłam się na nim. Twarz wtuliłam w miękki materiał na jego ramieniu i westchnęłam z rozmarzeniem.
- Chciałam się przytulić. Ta bluza jest najprzyjemniejszą w dotyku rzeczą, jaką masz. – Wymamrotałam stłumionym głosem. Zaśmiał się w niedowierzaniu.
- I po to prawie sobie coś złamałaś i uderzyłaś mnie koczkiem?
- Sorki. – Powiedziałam niewinnie. Sięgnęłam dłonią do mojego bałaganu na głowie i postarałam się go poprawić tak, żeby nie spadał mu na twarz. Jego ręce ciasno oplotły mój tułów i nie puszczały. – Gdzie ją kupiłeś?
- To chyba było J. Crew. – Zastanowił się chwilę.
- Ughh… It’s so cuddly, and cozy, and soft, and warm… - Rzucałam przymiotnikami, nie mogąc powstrzymać swojego uwielbienia. Mój policzek idealnie pasował do tak miękkiego materiału podgrzanego do temperatury jego ciała.
Pewien rodzaj frustracji spowodowany ilością pozytywnych bodźców zapanował nade mną, co poskutkowało moją ochotą na wycałowanie jego całej szyi. Podniosłam nieco głowę, by dosięgnąć ustami do jego skóry. Zaczęłam składać na niej delikatne pocałunki, szukając wargami miejsca, gdzie najwyraźniej czuć puls. Nabrałam nosem dużo powietrza, by na dłuższą chwilę zaciągnąć się jego zapachem. Był moim narkotykiem. Wyczułam ciepły, pulsujący fragment skóry i przyłożyłam do niego usta na kilka sekund, zostawiając potem mokry ślad.
Już nieco zgrabniej, podniosłam się jego ciepłego tułowia i stanęłam obok łóżka. Zerknęłam na ekran telewizora i wydałam z siebie niekontrolowane jęknięcie dezaprobaty na to, co zobaczyłam.
- Co to było? – Zapytał, chowając swój uśmiech rozbawienia.
- Nie ma w telewizji nic poza turniejem golfowym? – Uniosłam brwi, spoglądając na niego. Wygodniej się ułożył i oparł głowę na poduszce. Wyglądał tak, jakby miał nie wstawać przez kolejne dwie godziny.
- Może jest. Ale znalazłem Golf Channel. – Uśmiechnął się niewinnie. Przewróciłam oczami i podeszłam do dużej wanny. Odkręciłam w niej ciepłą wodę i zatkałam odpływ.
- Gdzie dałeś moje nowe bomby do kąpieli?
- Są w plecaku.


Gdy wanna była wypełniona wodą na wysokość łydek, odpakowałam jedną z kolorowych kulek z papierowej torebki i położyłam na stoliku, obok zamkniętej butelki szampana. Powędrowałam do łazienki po ręczniki i położyłam je niedaleko wanny. Podeszłam do łóżka i stanęłam obok Nialla, który niestety pozbył się swojej bluzy i przypomniał mi o swoim białym podkoszulku z drobnym nadrukiem na piersi. Oparłam się kolanami o ramę łóżka i pochyliłam się nad nim, dosięgając do sreberka z czekoladą. Dosięgnął prawą ręką do mojej nogi i przysunął mnie do siebie o dwa kroki, obejmując moje udo i masując je delikatnie od wewnątrz, nie spuszczając wzroku z telewizora. Ułamałam sobie kawałek i w tym samym momencie uszczypnął mnie przez materiał spodni, przez co podskoczyłam.
- Daj kawałek. – Mruknął, skinąwszy głową na opakowanie i otwarłszy usta w oczekiwaniu. Odłamałam nierówny, trójkątny kawałek i przysunęłam mu do ust. Wyciągnął drugą rękę i ujął mój nadgarstek, przytrzymując przy sobie moją dłoń. Gdy chwycił zębami czekoladę, szybko wrzucił ją sobie do buzi, zaraz potem obejmując ustami moje palce i powoli je oblizując. Złapał ze mną kontakt wzrokowy, przeszywając mnie swoimi intensywnie niebieskimi oczami. Uśmiechnął się zalotnie, nie puszczając mojej ręki. Wyprostował moje palce i dużo dokładniej chwycił wskazujący i środkowy, raz jeszcze traktując je swoim językiem.
- Możesz się zawalać, ale nie będę leżeć w wannie i oglądać golfa. – Uśmiechnęłam się. Zagryzł moje palce i wypuścił je po chwili.
- Nie? – Uniósł brew. Mocniej przyciągnął mnie do siebie. Prawie straciłam równowagę, więc położyłam rękę na jego głowie, żeby się przytrzymać. Jego dłoń, która wciąż spoczywała na moim udzie, powędrowała nieco wyżej. Chwycił dolną część mojego pośladka i lekko ścisnął, nie opuszczając swojego wzroku. Delikatnie zaczął masować moją pupę, więc ja zmierzwiłam palcami jego włosy.
- Nie. Ale możesz znaleźć jakiś fajny film i do mnie dołączyć, jeśli chcesz. – Zaproponowałam, ciągnąc go lekko za brązowe kosmyki. Przymknął oczy w błogim uczuciu i ledwie zauważalnie skinął głową, zanim sięgnął po pilot od telewizora. Odwróciłam się i już chciałam robić krok w stronę wanny, kiedy poczułam mocnego klapsa na prawym pośladku. Wydałam z siebie cichy pisk i odwróciłam głowę, rzucając mu wyzywające spojrzenie. Nie trwało ono długo, bo jego zalotnie uniesiony kącik ust załatwiał wszystko.


Mijała druga minuta „Kocha, Lubi, Szanuje” – filmu, który razem z Ryanem Goslingiem, Emmą Stone, oraz przewrotnymi losami pozostałych bohaterów, zawsze miał swojo małe, zabawne i seksowne miejsce w moim sercu. Niall upierał się, że nigdy wcześniej go nie widział, więc kazałam mu włączyć.
- Jesteś pewna, że nie będę miał brokatu w dupie? – Zapytał, oglądając z uwagą zawartość wanny. Woda mieniła się w różowo-liliowych barwach; pływały w niej pojedyncze płatki róż, które zawarte były w niewielkiej bombie kąpielowej. Pomieszczenie od razu zaczęło pachnieć zmysłową mieszanką bzu i jaśminu, które niewinnie pobudzały zmysły.
- Nie! Właź, bo ostygnie woda. -  Ponagliłam go, gdy nie był przekonany. W końcu zdjął bokserki, w których stał dobrych kilka minut i wpatrywał się w różową wodę.
Gdy widziałam, że wchodzi w końcu do wanny, celowo zlustrowałam go wzrokiem, nie kryjąc swojego zadowolenia na widok jego gołego tyłka. Zagryzłam wargę, gdy chwycił brzegi wanny i napiął mięśnie pleców i tricepsy. Kiedy już usiadł w potężnej wannie, otoczony różem i fragmentami kwiatów, nie mogłam się napatrzeć. Przez ciemne oświetlenie i poświatę telewizora, jego skóra zaczęła odbijać delikatne barwy. Jego walory urody zostały podkreślone i wiedziałam, że obraziłby się na mnie, gdybym mu zaczęła teraz prawić komplementy. Ale byliśmy na wspólnym urlopie i już spędziliśmy ze sobą więcej czasu za jednym razem, niż w przeciągu ostatniego miesiąca.
- You look damn handsome now. – Uśmiechałam sie szeroko. Uniósł brew w zastanowieniu, zanim skinął na mnie głową.
- To co ty jeszcze robisz w ciuchach?
Nie czekał długo. Zdjęłam przez głowę mój błękitny sweterek i położyłam go razem z resztą ubrań na kanapie. Bieliznę zostawiłam na kafelkach i poczułam dreszcz zimna przechodzący wzdłuż mojego tułowia, więc czym prędzej weszłam do ciepłej wody – ostrożnie, żeby nie stanąć mu na nogach. Rozkraczył je, oparł się wygodnie o najdalszą ścianę i zrobił mi miejsce. Postarałam się nie poślizgnąć i powoli usiadłam przed nim, czując jak przyjemne ciepło ogarnia moją zziębniętą skórę. Wypuściłam z siebie większy oddech ulgi i przysunęłam się do niego.
- Wygodnie ci?
- Jeszcze nie. – Zaśmiał się. Trochę się cofnął, ręce położył na brzegu wanny. – Ale oprzyj się, może będzie wtedy lepiej. – Dodał. Zachichotałam, bo na pewno wyglądaliśmy komicznie. Oboje ślizgaliśmy się w lśniącej, potężnej wannie usłanej kwiatami i pełnej różowej wody. Atmosfera była więcej niż romantyczna, tylko nie udawało nam się zachować właściwie do jej zalet.
Opierałam się więc o jego pierś. Głowę położyłam na jego ramieniu, on wygodniej rozprostował lewą nogę i oboje delikatnie osunęliśmy się głębiej do wody. Dosięgała mi do dekoltu, więc idealnie ogrzewała cały mój korpus.
- Powiedz mi, co kobiety widzą w Ryanie Goslingu? – Zapytał. Jego głos zawibrował w moim uchu, co było przyjemną sensacją.
- Podobno jest przystojny. Nie mój typ. – Odpowiedziałam szczerze. – Szczerze mówiąc, chętniej tu patrzę na Emmę Stone.
- Pod względem gry aktorskiej, czy wyglądu?
- Chyba i to, i to. – Zastanowiłam się chwilę. Przechylił głowę, spoglądając na mój profil z zaciekawieniem.
- Wciąż mnie zaskakujesz, Holmes. – Zaśmiał się lekko. Odwróciłam do niego głowę i uśmiechnęłam się delikatnie.
- No co? To nie znaczy zaraz, że brałabym Emmę Stone, Niall.
- Całowałaś się kiedyś z dziewczyną?
- Cicho, oglądam film. – Próbowałam odwrócić jego uwagę od tematu i skupić się na kolejnych scenach filmu. On jednak nie dawał za wygraną. Zanurzył jedną rękę pod wodą i dźgnął mnie palcem w żebra. Gwałtownie się poruszyłam.
- No nie wierzę, nigdy mi nie mówiłaś! – Uniósł się zdumiony. Otworzyłam usta, próbując coś powiedzieć, ale tylko niezrozumiale zająknęłam się i westchnęłam.
- Bo nie ma o czym mówić! Nie jest to miłe wspomnienie. – Dodałam nieśmiało, kręcąc głową.
- Chcę znać szczegóły! No dawaj.
- Szczegóły… - Prychnęłam. – Byłam na urodzinach koleżanki, jeszcze w liceum. Trochę za dużo wypiła, pocałowała mnie w usta, gdy się żegnałyśmy. Ot, cała historia.
- Chwila… To co w tym niemiłego? Zionęła tanią wódką i się zrzygałaś? – Zaśmiał się, a ja zacisnęłam zęby.
- Nie. – Odpowiedziałam cicho. Zaczęłam bawić się płatkiem róży, który pływał niedaleko mojej klatki piersiowej. Skupiłam na nim całą swoją uwagę. – To był mój pierwszy całus w życiu.
- Słucham? – Zdziwił się roześmiany. Gdy jednak nic nie dodałam, tylko siedziałam w ciszy i oglądałam dalej film, odsunął mnie od siebie na tyle, żebyśmy złapali kontakt wzrokowy. – Myślałem, że to Patryk był pierwszy? – Ściągnął brwi w konsternacji.
- Jako chłopak, tak. Ale wcześniej moje wyobrażenie o pierwszym pocałunku zostało zrujnowane przez niewinną przebojowość mojej koleżanki. – Wytłumaczyłam. Nie wspominałam tego w kolorowych barwach, mimo że minęło już wiele lat i byłam w zupełnie innej sytuacji życiowej.
- Och, lalka… - Rzucił troskliwie. Przysunął usta do mojej głowy i kilka razy ją przeciągle cmoknął. – Przykro mi.
Wzruszyłam ramionami. To było głupie wspomnienie, jeszcze głupszym było przypominanie sobie o feralnym przyjęciu urodzinowym. Ale żałość i tak opanowała moje chwilowe uczucia i straciłam humor. Próbowałam zająć się widokiem zadbanego aktora w garniturze, próbującego bezskutecznie zdobyć uwagę rudej dziewczyny. Był sprytny w swoich ruchach; znał się na kobietach i był pewien, czego może się spodziewać po kolejnej. Jego teksty działały na płeć przeciwną, dobrze przećwiczył podryw i zaczęłam się zastanawiać, co by się stało, gdyby podbił do mnie.
Nie miałam czasu tego przemyśleć, bo przypomniałam sobie o odmiennych, ale o wiele ważniejszych sposobach na podryw mojego faceta. Nie był mistrzem flirtu w barze. Za to znał mnie na pamięć, nauczył się moich reakcji na jego ruchy i znał mój charakter. Dlatego moja mowa ciała nie była mu obca i gdy popsuł mi się humor i delikatnie opadły mi ramiona, wziął sprawy w swoje ręce.
Postawił obydwie nogi zgięte w kolanach i przycisnął je do mnie, tworząc pewnego rodzaju objęcie, byle jak najwięcej jego części ciała dotykało moją skórę. Ciasno oplótł mnie rękoma, jedną pod biustem, drugą na wysokości obojczyka. Zanurkował buzią do mojej szyi i zaczął składać na niej konkretne, ciepłe pocałunki, zanim zatrzymał się na ramieniu i zaciągnął powietrzem, zetknąwszy nasze głowy. Zasypywał mnie czułością, bylebym się rozchmurzyła.
- Całowałeś się kiedyś z facetem? – Zapytałam cicho, gdy odmieniony, w dużo lepszej garderobie główny bohater rozmawiał zacięcie z domniemanym bożyszczem Goslingiem. Nie uzyskałam bardzo szybkiego zaprzeczenia ani parsknięcia śmiechem, więc zaciekawiona odwróciłam do niego głowę i uniosłam brew, tak jak on zwykł to robić. Zwinął usta do wewnątrz i odchylił się, zaczesując palcami włosy. – Winny! Kto to był? Kiedy? Jak było? – Zasypywałam go pytaniami, ciesząc się, że nie jestem sama w podbramkowej sytuacji. Jęknął niezadowolony i pokręcił głową, rzucając mi leniwe spojrzenie. Zmieszał się, ale próbował to ukryć podirytowaniem.
- Nie dasz mi spokoju, co? – Westchnął. Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się nieco szerzej.
- No dalej. Wiesz, że jesteśmy kwita. Mów.
- W porządku. – Poddał się. Przejechał dłonią po twarzy i odchrząknął. – To był Harry. – Powiedzenie, że szczęka opada, było zbyt łagodne dla mojej reakcji.
- Harry?! Mój Harry?! – Uniosłam się. Gdy użyłam określenia „mój”, zmierzył mnie wzrokiem, aż się nie poprawiłam. – Kiedy?!
- Jakoś po roku bycia w zespole, jak mieszkaliśmy razem przez jakiś czas. Trochę wypiliśmy, Harry chciał coś sprawdzić. Nie pamiętam dokładnie, jak to się stało. – Tłumaczył zażenowany. – Potem jeszcze raz już jak cię poznałem. – Przyznał.
- Całowaliście się dwa razy? Ty i Harry?!
- On inicjował. Nigdy na serio!
- Muszę do niego zadzwonić… - Pochyliłam się do przodu z zamiarem wstania, ale powstrzymał mnie.
- Nigdzie nie idziesz! – Chwycił mnie mocno w talii i nie puszczał. Woda trochę gwałtowniej chlupnęła. – Nie dzwoń do niego, będzie się ze mnie śmiał.
- Pewnie jest z siebie dumny. – Zaśmiałam się. Tym razem zawtórował mi i mocno mnie do siebie znowu przycisnął. – No co? Dobrze całujesz. – Zerknęłam na niego spode łba i uniosłam kąciki ust w zadowoleniu.
- Zastanawia mnie tylko, dlaczego się na mnie nie wkurzyłaś. – Przyznał.
- A dlaczego miałabym?
- Bo całowałem się z kimś, będąc już po randkach z tobą.
- Nie dajesz mi powodów do zmartwień. – Mruknęłam. Zagryzłam wargę, celowo pokazując mu swój gest. – Wiem, co lubisz. – Dodałam. Przejechałam paznokciami po jego udzie i niewinnie się uśmiechnęłam. Pewna idea zaskoczyła w jego myślach, bo jego oczy zabłysły w charakterystyczny sposób.
- Wiesz? – Zapytał cicho, z szarmanckim uśmiechem. Odmruknęłam przytakujące „mhm” i powoli masowałam jego udo pod wodą.
Spróbowałam znów skupić się na filmie, żeby nadążyć za fabułą i przypomnieć sobie, co mnie ominęło. Rozluźniłam większość mięśni i wygodnie wtopiłam się w jego gorące ciało, czując niesamowity komfort z każdym zetknięciem z nim. Otulana jego kończynami i łaskotana włosami na torsie, z błogim spokojem obróciłam głowę na bok, by czoło oprzeć o jego szyję. W tak wygodnej i błogiej pozycji poświęciłam chwilę na skupienie się na swoim oddechu. Wiedziałam co się wydarzy, gdy Emma Stone pójdzie z Ryanem Goslingiem do jego mieszkania, więc pozwoliłam sobie na moment skupienia na sobie. Pozwoliłam mojemu ciału się zrelaksować, podczas gdy moje myśli powoli skanowały każdy jego fragment, od góry do dołu. Zdawałam sobie sprawę z każdego napięcia, nacisku, zadrapania, uczucia komfortu i dyskomfortu, ale nic z nimi nie robiłam. Ćwiczyłam swoje skupienie jak w jednej z technik medytacji. Zajęłam się sposobem, w jaki reagują moje płuca i brzuch na wdychane i wydychane powietrze; analizowałam każdy ruch wywołany koniecznym ruchem powietrza przez mój organizm. Rytm mojego serca się unormował, nawet w chwili przepełnionej bliżej nieokreślonymi myślami.
Uspokoiłam się do tego stopnia, że w żaden zbyt gwałtowny sposób nie zareagowałam na dotyk jego dłoni. Poluźnił mięśnie całej ręki, wypuszczając mój tułów z objęć i delikatnie wędrując palcami po mojej skórze. Poruszył wodą, więc kilka płatków kwiatowych połaskotało moje nogi. Tak samo jak jego opuszki palców, które dotarły do mojego wzgórka łonowego. Nie widząc protestu z mojej strony, przesunął je jeszcze niżej, delikatnie rozpychając moje nogi i robiąc miejsce dla swojej otwartej dłoni. Delikatnie dotknął mojej kobiecości, początkowo badając jedynie teren. Każdy jego nacisk był lekki jak piórko, miło drażniący zamiast wywoływania natychmiastowej sensacji. Przesuwał palce z góry na dół, co i rusz kręcąc subtelne kółeczka w najbardziej unerwionym miejscu. Działał powoli i ze spokojem budował moje podekscytowanie, świadomie wykorzystując do tego zdolności swoich palców. Przymknęłam powieki i skupiłam się na piżmowym zapachu jego skóry, który zaczął mieszać się z wonią bzu i jaśminu. Wszystkie nuty tworzyły wonny afrodyzjak, którego nie mogłabym mieć nigdy gość. Mój dolny odcinek pleców poczuł odrobinę większe napięcie w miejscu, gdzie do tej pory niewzruszenie spoczywał jego penis. Bardzo nieśmiało nakręcał się wraz z każdym moim spokojnym oddechem, reagującym równomiernie do jego ruchów. Duża porcja energii zaczęła zbierać się w moim podbrzuszu, wywołując przy tym dyskretne uczucie mrowienia.
- Tęskniłem za tym widokiem. – Szepnął w pewnej chwili, na pewno z zamierzeniem jedynie do własnego odsłuchu. Uśmiechnęłam się delikatnie i zagryzłam wargę.
- Jakim? – Zapytałam. Jego głos był dla mnie jak płynne lekarstwo na wszelkie krzywdy. Chciałam, żeby do mnie dalej mówił tak spokojnym i zrównoważonym tonem.
- Za tobą tak zrelaksowaną. – Odparł łagodnie. – Lubię się z tobą bawić, uwielbiam i pociągasz mnie jak nic innego, ale jest coś szczególnego w tym… w tej harmonii. Często spieszymy się, bo jesteśmy podekscytowani i najebani pożądaniem, ale… - Zawahał się chwilę. – Świadomość, że jest pomiędzy nami takie zaufanie i równowaga… Jest to seksowne w zupełnie inny sposób.
Miał rację. Nie mieliśmy problemu z zaufaniem na co dzień. Nie przeszkadzało mi spełnianie jego zachcianek erotycznych w najmniej seksownym momencie gotowania kolacji czy leżenia późnym wieczorem na kanapie. Ale w ostatnich tygodniach brakowało nam czasu na bliskość o walorach dużo bardziej sensualnych niż fizycznych.
- Wielbię chwile, kiedy mnie dotykasz. – Mruknęłam w jego szyję. Oczy wciąż miałam zamknięte, treść filmu gdzieś mi uciekła. Jedyne czego byłam świadoma to niesłychany spokój, przyjemność oraz ciepło. Przełknęłam delikatnie ślinę i poczułam kolejny plus medytacji: nie denerwowałam się. Byliśmy wystarczająco obnażeni przed sobą, fizycznie jak i psychiczne. Nie było miejsca na niepewność czy chwile zwątpienia. – Nie mówię tylko o tym teraz… Chodzi mi o każdą sytuację, kiedy trzymasz mnie za rękę… Kiedy asekurujesz mnie przy przejściu… - Mówiłam prosto z serca, nawet się nie zastanawiając nad słowami. – Czuję, że moje życie jest prawdziwe, kiedy patrzysz mi w oczy, kiedy mnie łaskoczesz, kiedy powstrzymujesz mnie przed zrobieniem czegoś i łapiesz mnie za nadgarstek… – Zwolnił swoje krążenia palcami, ale nie przestał. Przesunął je nieco w bok, pamiętając o mojej małej słabości i kontynuował. Nabrałam trochę więcej powietrza z następnym oddechem. – Lubię, kiedy zwracasz na mnie uwagę, kiedy patrzysz, gdy do ciebie mówię, kiedy w nocy przytulasz mnie do siebie…  - Dodałam.
Wolną ręką ciasno objął moją talię, przyciskając mnie mocno do siebie. Moje biodra zaczęły się ruszać razem z jego palcami, przyspieszając tempo i zwiększając dawkę przyjemności. Jego członek dwukrotnie zapulsował na moich plecach, dając o sobie znać. Nie przeszkadzała mi delikatnie chlupiąca woda. Ściągnęłam brwi czując, jak rośnie napięcie w moim podbrzuszu. Skupiłam myśli na fakcie, że leżę przytulona do niego, nasze ciała sklejone w tej samej, potężnej wannie. Myślałam o jego ręce pewnie trzymającej mój korpus oraz o policzku, który oparł na mojej głowie. Czułam trzy palce, które wędrowały po najbardziej unerwionym fragmencie mojej kobiecości i nie przestawały. Poczułam iskry w czubkach moich wszystkich palców, które zmusiły mnie do napięcia wszystkich mięśni. Moje biodra z trudem zwolniły, pozwalając mu dokończyć najprzyjemniejszą rzecz. Czułam, jak mięśnie kręgosłupa i brzucha zaczynają napinać się w niekontrolowany sposób, a moje podbrzusze traci wszelkie czucie. Mocniej złapał mnie pod piersiami i nie pozwolił mi na wydostanie się z jego objęć, gdy wydałam z siebie niekontrolowany jęk z przyjemności.
- Trzymam cię. Odpuść. – Powiedział przez zaciśnięte zęby, gdy mocno przyłożył usta do mojego czoła i trwał w długim, nieprzerwanym pocałunku. Moje ciało chciało samo kontrolować spięcia mięśni i sposób, w jaki zrelaksuję się w momencie potężnego orgazmu, ale Niall mi na to nie pozwolił. Sprawił, że jedyne o czym myślałam, to jego objęcia, jego dotyk, jego szept i zapach. W chwili największej euforii jedyne o czym byłam w stanie myśleć to sposób, w jaki odczuwałam jego bliskość i wszystkie uczucia z tym związane.
Ciężko oddychałam. Wydałam z siebie jęknięcie podobne do tego, ogłaszającego poddanie się. Moje ciało wciąż chciało się skręcać i trząść, mimo że największa fala orgazmu już przeszła. Robiło ze mną to, co chciało, nie pozwalając mi w spokoju przylgnąć do jego torsu. Niall cicho warknął i przeklął, widząc co się ze mną dzieje. Nie miałam siły otworzyć oczu, a każda część ciała po uwolnieniu z sideł przyjemności, drętwiała i nie pozwalała mi na samowolne poruszanie się. Poczułam, jak stróżka wody wycieka mi spod jednej powieki i spływa po policzku. To samo stało się z drugą stroną mojej twarzy, która zrobiła się wilgotna nie od potu z wysiłku, ale od łez.
- Hej, czemu płaczesz? – Zaśmiał się cicho. Wciąż mocno mnie trzymał i oddychał razem ze mną.
- Nie wiem. – Uśmiechnęłam się, uchylając powoli powieki.
- Ale to dobre łzy, czy złe?
- Wspaniałe. – Potwierdziłam skinieniem głowy. Zachichotał raz jeszcze i głęboko odetchnął.
- Wychodzimy stąd, bo zmarzniesz za chwilę. – Oznajmił, popychając mój tułów do przodu, żeby się uwolnić z wanny. Moje nogi wciąż pełne były nieprzyjemnego mrowienia, więc nie mogłam znaleźć w nich siły na zmianę pozycji.
- Nie mogę wstać. – Zaśmiałam się zażenowana.
- Dobry jestem. – Skomentował.
Niezdarnie przysunął do siebie nogi i z pomocą ramy wanny podniósł się, burcząc z wysiłku. Stanął na kafelkach i pierwsze co zrobił, to sięgnął po ręcznik i szybko zaczął się wycierać. Potem przewiesił sobie biały materiał przez ramię i wyciągnął do mnie ręce, żeby mi pomóc. Pewnie chwycił moje dłonie, ale nie mogłam się podciągnąć. Moje nogi były za słabe, zmęczone jednym z najsilniejszych doznań, jakie kiedykolwiek przeżyłam.
- No dawaj, podciągaj się. – Ponaglił mnie, więc wykorzystałam całą siłę jaką miałam w rękach. On też trochę mi pomógł, ciągnąc mnie ze sobą do góry. Stanęłam niepewnie na obydwu nogach i przytrzymując się jego barku, powoli wyszłam z wanny.
Zarzucił mi ręcznik na głowę. Zaśmialiśmy się oboje, po czym powoli i jak najdokładniej zaczęłam wycierać wszystkie skrawki skóry. Wzdrygnęłam się od chłodnego powietrza, które wywołało moją gęsią skórę. Przewiesiłam mokry materiał przez brzeg wanny i odblokowałam odpływ, żeby woda nie stała niepotrzebnie. Chciałam jeszcze zebrać z podłogi moją bieliznę, ale usłyszałam jego jęk niezadowolenia.
- Oh, come on… - Chwycił mnie obiema rękami w biodrach i pociągnął do tyłu, używając do tego trochę większej siły. Mało brakowało, a straciłabym grunt pod nogami, więc pisnęłam zaskoczona.
Moje serce rosło.
Przyciągnął mnie do siebie tak, że znów opierałam się o niego plecami. Nadziałam się lewym pośladkiem na jego napiętego penisa, więc wydałam z siebie ciche „ups”. Zaśmiał się w moją szyję, zanim delikatnie zagryzł skórę na jej złączeniu z ramieniem.
- Nie udawaj takiej niewinnej! – Zwrócił uwagę, na co też się uśmiechnęłam. Zagryzłam wargę i poczułam motyle w brzuchu, bo wiedziałam, że mogę potraktować to jako odwet za docinki podczas lunchu.
- Mam nie udawać? – Rzuciłam, odwracając się do niego przodem. Wystawiłam dłonie przed siebie, delikatnie popychając jego brzuch i kierując go tyłem, do łóżka. Złapaliśmy dłuższy kontakt wzrokowy, podczas którego jego tęczówki zmieniły barwę na intensywnie granatową. Nigdy nie wiedziałam, jak to jest możliwe, ale nie wnikałam. Nie chciałam burzyć swoich wyobrażeń na temat powodów, dla których jest nazbyt pobudzony.
Musiał dotknąć nogami do ramy łóżka, bo zatrzymał się i zawahał przez chwilę. Chciał objąć moje biodra swoimi dużymi dłońmi, ale nie zdążył. Popchnęłam go tym, co miałam w mięśniach i całe szczęście opadł plecami na materac. Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, ale gdy zrozumiał co chcę zrobić, znów posłał mi zalotny uśmiech. Weszłam kolanami na materac i zatrzymałam się przy jego biodrach, przenosząc ciężar tułowia na ręce. Pochyliłam się nad nim i bez zastanowienia wpiłam swoje usta w jego wargi, wkładając w pocałunek wszystkie resztki nieposkromionego seksapilu, który jeszcze się mnie trzymał. Powędrowałam jedną ręką wzdłuż jego brzucha, drapiąc delikatnie paznokciami. Wywołało to jego ciche mruknięcie zadowolenia, które przekształciło się w nieco poważniejszy jęk, gdy ujęłam dłonią jego przyrodzenie. Rozchylił językiem moje wargi i pozwolił, żebyśmy dużo głębiej się całowali, tak jakbyśmy tego nigdy nie zrobili między ludźmi. Dotknął ręką mojego policzka, ale chwyciłam go w nadgarstku i z całej siły odsunęłam od siebie dużą dłoń, przyciskając ją do materaca.
- Fuck, Badass Holmes is back… - Skomentował, gdy oderwałam się od jego warg z głośnym mlaśnięciem. Moja ręka zaczęła wykonywać powolne, regularne ruchy wzdłuż jego penisa, specjalnie zatrzymując się na jego końcu i drażniąc go kciukiem. Zostawiłam ścieżkę mokrych buziaków od jego ust, przez żuchwę, aż po szyję, gdzie znalazłam jego wrażliwy punkt. Polizałam jego miękką skórę i delikatnie zagryzłam, zajmując się potem zasysaniem i całowaniem.
Zostawiłam po sobie czerwony ślad. Jego biodra zaczęły powoli unosić się wraz z moimi bardzo subtelnymi ruchami prawej ręki. Nachyliłam się znów nad jego ustami i lekko ugryzłam jego dolną wargę, starając się odwrócić jego uwagę od czegokolwiek innego. Podniosłam nieco pupę i poprawiłam się na kolanach, gdy moje usta scałowywały całe jego policzki i ucho. Zagryzłam też jego płatek i uśmiechnęłam się do siebie na jego kolejną reakcję. Obniżyłam biodra na tyle, żeby trzymany przeze mnie członek jedynie dotknął mojej kobiecości. Jęknął nieśmiało i nie powstrzymywałam go, gdy jego dłoń wylądowała na moim pośladku z głośnym plaśnięciem. Zaczęłam ruszać się do przodu i do tyłu, drażniąc go i ledwie o centymetr wkładając i wyjmując go z siebie. Mocno ścisnął mój tyłek i próbował mnie na sobie posadzić, ale nie dawałam tak łatwo za wygraną.
- Dlaczego mnie tak bardzo nie lubisz? – Zapytał w akompaniamencie cichego warknięcia. Zaśmiałam się do siebie na te słowa.
- Teraz jesteśmy kwita. – Odparłam cicho.
Bardzo powoli zaczęłam opadać na niego czując, jak rozciąga mnie od środka i pozwala na nowo przyzwyczaić się do jego wielkości. Usiadłam na nim do końca i wydałam z siebie nieposkromiony pisk z przyjemności. Zawsze idealnie się we mnie wpasowywał i byłam pod wrażeniem, bo najwyraźniej uzupełnialiśmy się nie tylko pod względem cech charakteru. Powoli ruszałam samymi biodrami. Ręce oparłam na jego piersi i delikatnie wbijałam paznokcie w jego skórę. Podniósł głowę, żeby zobaczyć jak w zabójczo powolnym tempie znika we mnie. Opadł na materac i warknął zdesperowany, a jego dłonie pewnie chwyciły moje pośladki i zaczęły je ściskać. Próbował przyspieszyć moje ruchy, pomóc mi w dużym wysiłku, ale robiłam co mogłam, żeby nie dać się ponieść największej przyjemności. Zwolniłam jeszcze bardziej, gdy zaczął przeszkadzać mi mój rozczochrany koczek i musiałam rozpuścić włosy. Wyprostowałam się i napięłam mięśnie tułowia, chcąc pewniej ruszać się w prostej pozycji. Roztrzepałam włosy i przymknęłam na chwilę oczy, bo dotknął najbardziej wrażliwego i spragnionego miejsca. Mruknęłam i poczułam, jak przeszedł przeze mnie prąd, dlatego na chwilę zatrzymałam miarowe ruchy, by się przyzwyczaić do nowej sensacji.
- You like me dick, huh? – Uśmiechnął się zawadiacko i puścił mi oko, obserwując moje poczynania.
- No nie wiem… - Mruknęłam ze ściągniętymi w przyjemności brwiami. Zaskoczyłam go silnym i gwałtownym ruchem, głębokim do tego stopnia, że słychać było plasknięcie obijającej się o siebie skóry. Wydał z siebie gardłowy jęk i zamknął oczy.
- Ah, fuck me…
- Jestem z tobą chyba tylko dla niego. - Mruknęłam.
- No tak, do niczego innego się nie nadaję…
- Prawda? Tylko do pieprzenia. – Uśmiechnęliśmy się do siebie, a zaraz potem zagryzłam wargę, by powstrzymać głośne jęknięcie. Odchyliłam się nieco do tyłu, widząc jak oczy mu się świecą, gdy wypinam przed nim swoje ciało i może bez problemu oglądać, jak zatapia się w mojej kobiecości. Chciałam oprzeć się dłonią o jego udo, ale zapomniałam, że nogi mu zwisają poza łóżko. Pisnęłam głośno zaskoczona, gdy osunęłam się w dół materaca. Wysunął się ze mnie, a ja byłam przekonana, że zaraz wyląduję głową na podłodze. Szybko podniósł się do pozycji siedzącej i tym samym wypchnął mnie jeszcze bardziej do tyłu. Straciłam równowagę, ale w porę objął cały mój tułów i trzymał mnie blisko przy sobie.
- Wszystko w porządku? – Upewnił się, ciężko oddychając. Przytaknęłam kilkukrotnym kiwnięciem głowy i zarzuciłam ramiona na jego szyję, mocno się go trzymając. Zetknęliśmy się czołami, wyrównując oddechy do tego samego rytmu. Za kolejną zadyszką zaśmialiśmy się oboje i uśmiechnęliśmy się do siebie jak pięciolatki. Jego rzęsy zabawnie wachlowały, odbijając się od siebie jak sprężynki. Obok oczu pojawiły się ledwie zauważalne zmarszczki od szerokiego uśmiechu, które najchętniej scałowałabym jedną po drugiej. Zbliżyłam do mnie swoje usta i głęboko pocałował mnie, bardzo dokładnie masując moje spragnione wargi. Zatopiłam palce w jego włosach i zaczęłam bezwstydnie je mierzwić, ciągnąć, na zmianę z drapaniem skóry głowy i karku. Jego penis dał o sobie znać, gdy zapulsował na moim podbrzuszu. Niall parsknął śmiechem, a ja zachichotałam, zwłaszcza gdy zaczął cmokać kąciki moich ust, policzek i ucho. – Kocham cię. – Wyszeptał do niego, wywołując tym nasze najszersze uśmiechy. Czułam, jak moje serce odbija się od klatki piersiowej. – Trzymaj się mocno.
Mocniej chwycił moje pośladki i z całej siły podniósł się, nie puszczając przy tym mojej małpiej postury. Uklęknął na łóżku i opadł na mnie przodem, przygniatając moje spocone ciało do materaca. Złączył znów nasze usta i czule mnie całował, rękami bezwstydnie masując moją pupę. Podniósł się na kolanach i popatrzył chwilę na mnie, gdy szeroko się do niego uśmiechałam przepełniona miłością.
- Odwrócisz się dla mnie? – Zapytał, lekko pociągając nosem. Spoglądał na mnie wyczekująco, gdy niezdarnie odwracałam się na brzuch i przyciągnęłam do siebie poduszkę. Pociągnął moje biodra do góry i pomógł mi trochę wygodniej klęknąć, przy okazji nie powstrzymując się przed rozkraczeniem moich nóg. Przytuliłam się do poduszki i pozwoliłam mu nacieszyć się widokiem, który dla mężczyzn jest podobno jednym z wymarzonych.
Wszedł we mnie bez uprzedzenia. Powoli, zbliżonym do mojego tempem, poruszał się miarowo. Powstrzymywał się – czułam to po sile, z jaką ściskał moje pośladki oraz po wyraźnym pulsowaniu jego członka. Odwróciłam głowę do tyłu, by zobaczyć jego spocony, skupiony wyraz twarzy. Był tak skoncentrowany na kontrolowaniu swoich ruchów, że ewidentnie sprawiało mu to wiele bólu.
- Go for it, yeah? – Mruknęłam, uśmiechając się łagodnie. Jego twarz się rozluźniła, gdy usłyszał mój głos i spojrzał na mnie z wielkimi oczyma.
- Jesteś pewna? – Zapytał cicho. Pokiwałam wyraźnie głową i uśmiechnęłam się do niego, mocniej przyciskając do siebie miękką poduszkę.
Mocniej złapał moje biodra i przyspieszył. Ciężko oddychał i nakręcał się z każdą chwilą, gdy wydawałam z siebie jęknięcia wywołane siłą, z jaką we mnie wchodził. Moja kobiecość robiła się nadwrażliwa, dużo intensywniej odczuwałam każdy jego ruch. Odrobinę ruszał biodrami na boki, raz po raz szukając najwłaściwszego miejsca. Przeciągle jęknęłam, gdy mocniej uderzył w mój słaby punkt. Siła, z jaką wbijał się we mnie powodowała, że nawet miękka poduszka nie była dla mnie wystarczająca. Zmusiłam swoje mięśnie do pracy i podniosłam się na wyprostowanych łokciach. Jak się okazało, jego podniecenie powoli popychało mnie do przodu i nie byłam w stanie wytrzymać w tej samej pozycji dłużej niż minutę.
- Can you hold me? ¬– Zapytałam cicho, nie chcąc burzyć jego transu. Przesunął dłonie na mój tułów i mimo, że nie lubiłam nienaturalnie wypinać pleców, wolałam taki stan rzeczy.
- Poczekaj, podsuniemy się. – Wysapał. Niezdarnie pomógł mi przesunąć się do przodu, bliżej ściany. Mogłam wygodnie oprzeć się o ramę łóżka i dać odpocząć plecom. Opadłam obydwiema rękami na drewnianą konstrukcję i pozwoliłam mu kontynuować, coraz bardziej podniecona jego zapałem i siłą.
Złapał mnie jedną ręką za pierś i zaczął ją ostrożnie zgniatać, masować, drażnić sutek. Uderzał wciąż w to samo miejsce, które doprowadzało mnie do największej euforii. Przeklęłam głośno, gdy emocje były dla mnie już zbyt wielkie i organizm powoli przestał sobie radzić z ilością bodźców. Miałam mokro pomiędzy nogami, jego przyrodzenie wślizgiwało się we mnie jak w ulubione miejsce na Ziemi. Było mi gorąco, oboje ciężko oddychaliśmy, a każdy mój niekontrolowany jęk kończył się jego gardłową odpowiedzią. Moje mięśnie zaczęły się napinać, ściskając go wewnątrz i doprowadzając go do jeszcze większej ekstazy.
- Kurwa, kocham to. – Warknął nieco groźniej. – Are you close, baby?
- Yeah… - Było jedynym zrozumiałym bełkotem, na który miałam siłę. Jęczałam już bez opanowania, wpasowywał się we mnie tak idealnie. Czułam, że lada chwila znów poczuję nicość, mrowienie kończyn, stracę wzrok na kilka sekund.
- Dawaj, mała. Dojdziemy razem. – Warczał. Jego ruchy stały się dużo mniej regularne, niosła go jedynie bliskość orgazmu. Schylił się bliżej mnie, gwałtownie opadł ręką na ramę łóżka, tuż obok mojej. Mocno ścisnął razem nasze palce i drugą ręką ciasno objął mój tułów, koniuszkami palców spoczywając na piersi. Czoło położył między moimi łopatkami i jęczał w moją skórę, gdy jego biodra w niekontrolowany sposób zaczęły się we mnie wbijać. Ścisnął moją pierś, gdy podniosłam głos i jako odruch bezwarunkowy przesuwałam się w jego stronę, spotykając nasze ruchy w połowie. Siarczyście przeklął i gdy zobaczyłam mroczki przed oczami i straciłam czucie w nogach, doszedł we mnie. Uderzał we mnie mocno, równoważąc moje gwałtowne spięcia całego ciała. Po raz ostatni pchnął we mnie, gryząc moją łopatkę i warcząc z bólu, gdy sięgnęłam lewą ręką do jego włosów i pociągnęłam go za nie.
Opadliśmy obok siebie na łóżko. Poczułam, jak mój łokieć dotyka czegoś twardego i szeleszczącego. Ostatkami sił w trzęsących się rękach sięgnęłam pod siebie i wyciągnęłam połamaną czekoladę i telefon, przełożyłam je obok. Wypuściłam z siebie dużą dawkę powietrza i przymknęłam oczy, ciesząc się tym błogostanem. Dałam się jedynie odwrócić na bok, przodem do niego. Uśmiechał się do mnie, najpiękniej jak potrafił – bo z całego serca. Jego oczy śmiały się z przyjemności. Obojętnie jak bardzo nie chciałam zmazać ten dumny z siebie uśmieszek z jego buzi, był zbyt uroczy.
- Pizza? – Zaproponował. Uniósł brew, a ja parsknęłam nieposkromionym śmiechem. Przyciągnął mnie do siebie i zaczął łaskotać oddechem w szyję, więc tylko wierciłam się w jego ciepłych ramionach. Złączyłam nasze usta w kokieteryjnym, namiętnym pocałunku i jednocześnie wymacałam zza siebie jego telefon. Przyłożyłam mu go do ramienia i zaśmiałam się w jego wargi, na co zaczepnie zagryzł moją dolną i przyciągnął lekko do siebie. Wziął ode mnie telefon, a ja z uśmiechem składałam słodkie buziaki na jego całej twarzy. Przyłożył telefon do ucha i zachichotał, gdy zmoknęłam jego powieki. – Dobry wieczór. Czy moglibyście zamówić pizzę i doliczyć ją do mojego rachunku?
- Z podwójnym serem, poproszę. – Szepnęłam. Wsunęłam rękę w szparę pomiędzy jego ramię trzymające urządzenie, a głowę. Zaplątałam palce w jego włosach i znów zatraciłam się w jego zapachu i wyglądzie, nie mogąc posiąść się z miłości.
- Tak… Dobra, niech będą takie, jak pan mówi. Jedna z podwójnym serem.

Jakiś czas później, Niall podniósł się z łóżka i ubrał swoje bokserki. Podszedł do kupki naszych ubrań i wygrzebał z kieszeni jeansów drugi telefon. Coś sprawdził, ale nie przykleił oczu do ekranu na dłużej niż minutę. Odłożył go z powrotem na miejsce i wyciszył. Chwycił swoją kaszmirową bluzę i rzucił ją na moje nagie ciało, zasłaniając mi tym samym widok na menu główne Netflixa.
- Hej! – Zaśmiałam się. Obszedł łóżko i zebrał z podłogi moją bieliznę, dorzucając do szarego materiału również moje czarne figi. Ubrałam na siebie to, co mi dał. Z przyjemnością przytuliłam do siebie miękki, pachnący nim materiał. Zaciągnęłam nawet rękawy, dla jeszcze większego poczucia komfortu.
Usiadł obok mnie na łóżku i zgarnął ze sreberka przedostatni kawałek czekolady, zanim opadł wygodnie na poduszki. Bawiłam się wciąż pilotem, aż natrafiłam na największy skarb na świecie.
- „Przyjaciele!” – Oznajmiłam ucieszona. Włączyłam jeden z moich ulubionych odcinków i poczułam, jak jego potężne ramiona obejmują mój wątły, zmęczony tułów. Przyciągnął mnie do siebie w niedźwiedzim uścisku i sprawił, że przewróciłam się razem z nim do pozycji leżącej na łóżku. Zaśmiałam się cicho i podniosłam głowę, by spojrzeć na jego błękitne oczy. Wymacałam spomiędzy nas jego telefon i podałam mu. – Cute selfie?
Resztę wieczoru spędziliśmy na robieniu sobie zdjęć, lepszych i gorszych. Do drzwi przyniesiono nam gorące pudełka z ciągnącą się pizzą, którą z burczącymi brzuchami zaczęliśmy zjadać. W połowie porcji znów spletliśmy nogi i leżeliśmy wtuleni w siebie, jak najbliżej ciało do ciała.
- Oh, Happy Valentine’s Day. – Mruknęłam, gdy spojrzałam na zegar w telefonie. Było kilka minut po północy, a odcinki „Przyjaciół” same się przełączały. Z kilkoma kawałkami pizzy do podzielenia się i jego ciepłymi buziakami, nie mogłam prosić o więcej. Tej nocy raz jeszcze doprowadziłam go do stanu ekstazy, niewinnie bawiąc się nim przez bokserki i całując, jakby jutro miało nie nastać. Odwdzięczał się najcieplejszym i najbardziej komfortowym dotykiem, o którym nawet nie śniłam.

sobota, 4 listopada 2017

#TrustMe









            Jesień była trudnym okresem. Od zawsze kojarzyła się z rozpoczęciem roku szkolnego, nowymi obowiązkami oraz planowaniem Świąt. Moja jesień pełna była podróży samolotem, przemieszczania się, wpisywania nowych wydarzeń do kalendarza i przyklejania sobie żółtych karteczek na pierwsze strony notesów, żeby o czymś nie zapomnieć. Cierpiałam na bóle głowy i mdłości spowodowane tak szybkimi i ciągłymi zmianami stref czasowych.
            Przed oczami co i rusz pojawiały się nowe notatki, dokumenty, foldery i podręczniki. Moje uszy wsłuchiwały się w porady wykładowców, słowa pochwały mojej mamy przez telefon i muzykę Nialla. Jego głosu było pełno, od radia w samochodzie, przez telewizję i nagrania z wywiadów, aż po samo przebywanie z nim. Był moim tłem do najbardziej przyziemnych czynności i nawet jeśli mnie gdzieś z nim nie było, wiedziałam kiedy i jak dobrze zaśpiewał. Robiłam wszystko, by być na bieżąco i móc w odpowiednich momentach przywitać go szczególnie mocnym pocałunkiem, pełnym dumy i podwójnej dawki miłości.
            Zaliczenie kolejnego etapu studiów, kiedy pół roku akademickiego spędziło się w domu na drugim końcu świata, nie należało do najłatwiejszych. Wymagało ekspresowego przeczytania wielu podręczników i zdania egzaminów, często ustnych, bo prowadzący nie mieli czasu na użeranie się z niedokładnymi studentami. Całe szczęście bezsenność podczas lotów transatlantyckich pozwalała mi na nadrobienie chociaż części materiału.
            Trzy nieco grubsze książki wylądowały na tylnym siedzeniu mojego samochodu. Wyprostowałam się, oparłszy się ręką o drzwi, nie mogąc poradzić sobie z uciążliwym bólem pleców. Już którąś godzinę błądziłam od budynku do budynku, przejeżdżałam kilka przecznic, żeby było bliżej, oddawałam prace, zbierałam sylabusy i odznaczałam w nich, co jeszcze mam do załatwienia. Rosła ilość rzeczy do napisania, więc po raz ostatni zerknęłam na stos książek, które zdobyłam. Miałam nadzieję, że one oraz zawartość Internetu wystarczą do tych kilku naukowych wypocin, bo traciłam już siły.
Usiadłam w fotelu kierowcy i odetchnęłam z ulgą. Dzień był zaskakująco ciepły i słoneczny, ale nawet się tym nie nacieszyłam. Czułam jedynie jak moja skóra lepi się do białej koszulki pod skórzaną kurtką od ciągłej bieganiny. Sięgnęłam po butelkę wody, która towarzyszyła mi od rana i dopiłam ostatnie dwa łyki, w międzyczasie budząc silnik Range Rovera do życia. Zegar na ekranie pomiędzy fotelami powiedział mi, że zbliżała się pora mojej kolacji. Mój żołądek od razu zerwał się do wydawania spragnionych dźwięków i nieprzyjemnego ssania. Zapięłam pas i zanim ruszyłam z miejsca parkingowego, wykręciłam Nialla numer i włączyłam zestaw głośnomówiący. Odezwał się, gdy włączyłam się do ruchu.
- Hey Bunny! – Usłyszałam w głośnikach jego głos i momentalnie rozluźniłam się. Zachichotałam, gdy zdałam sobie sprawę jak mnie nazwał.
- Bunny? Od kiedy mówisz na mnie „króliczku”?
- Nie podoba ci się?
- Nie, jest w porządku. – Zaprzeczyłam. – Urocze. – Dodałam po chwili, uśmiechając się do siebie. – Jak poszło dzisiaj w radiu?
- Trochę drętwe pytania, jak zwykle te same. Myślałem, że już wszyscy wiedzą o moich inspiracjach Fleetwood Mac i The Eagles.
- Najwyraźniej nie. – Skręciłam w lewo, w drogę wyjazdową z Londynu.
- Spóźniłem się na przymiarkę z Ellie, więc zabrałem ją potem na lunch. Musiała mi sprzedać kilka adresów wegańskich knajp, bo nie miałem pojęcia, gdzie dostanie coś dla siebie.
- Dobrze, że twój króliczek je mięso, co? – Zaśmiałam się.
- No pewnie, mniej się trzeba wysilać. – Zawtórował mi. – Wróciłem jakieś pół godziny temu. Kiedy będziesz?
- Właśnie wyjechałam spod wydziału. Policzmy mały korek, to pewnie za jakąś godzinę.
- Dalej ci się kręci w głowie?
- Trochę mniej, ale jestem potwornie głodna, więc pewnie wrócą mdłości. Dlatego wolałabym już być w domu. – Zaszkliły mi się oczy. Ze zmęczenia, z przejęcia, z dwuznaczności moich słów.
- Jakby coś się działo po drodze, daj mi znać.
- Dobrze.


            Głośna muzyka rozluźniała moje spięte ciało. Ciepły głos Tommo mieszał się z moimi skrzypiącymi, nierównymi próbami wylania z siebie wszelkiej frustracji. Dźwięki odbijały się od zamkniętych szyb i przechodziły przeze mnie, pomagając mi poradzić sobie ze stresem w zdrowy sposób. Zjechałam z drogi szybkiego ruchu i pokręciłam w rytm głową, ciesząc się z coraz krótszej odległości dzielącej mnie od domu.
            Piosenka w pewnym momencie ucichła, a na ekranie po mojej lewej stronie pojawiło się połączenie przychodzące. Przycisnęłam zieloną słuchawkę i spojrzałam znów przed siebie, nie chcąc przegapić właściwego skrzyżowania.
- Chcesz coś ze sklepu? Zaraz będę przejeżdżać obok. – Zapytałam bez przywitania.
- O jedzenie się nie martw. – Jego wesoły głos rozbrzmiał w głośnikach, z których przed chwilą płynęła muzyka na ukojenie nerwów. Uśmiechnęłam się do siebie, bo to znaczyło, że zrobił mi kolację, albo zamówił coś dobrego. – Malia do mnie napisała. Mówiła, że ma dla mnie jakieś wywołane zdjęcia z teledysku i koniecznie musimy je omówić. – Ściągnęłam brwi w zastanowieniu. Reżyserka miała oko i była naprawdę ambitna, ale nie miałam okazji jej jeszcze poznać. Jedynie słyszałam o niej i widziałam na nagraniu zza kulis, które wypuścili dzisiaj online.
- Myślałam, że mieliście dzisiaj już spotkanie? – Zasugerowałam. Potrzebowałam spokojnego wieczoru bez obowiązków. Chciałam po prostu z nim usiąść i obejrzeć losowy program telewizyjny, zasnąć przypadkiem na kanapie i obudzić się, gdy chce mnie zaprowadzić do łóżka.
- Bo mieliśmy, była ona, chłopaki, dwóch gości z wytwórni, Ellie i dziewczyny. – Wymienił z westchnięciem.
- Pytałeś Tarę, o co chodzi? – Myślałam na głos. Dociekałam, bo nie chciałam, żeby znowu wychodził. Tara zawsze była rozwiązaniem, bo ze względu na pełnioną funkcję prywatnej asystentki, wszystko przechodziło najpierw przez nią, żeby nie zasypać Nialla zbyt dużą dawką informacji za jednym razem.
- Właśnie do niej dzwoniłem. Mówiła, że nie wie o co chodzi. Ale radziła posłuchać, bo może przedłużymy współpracę z nią. – Zwolniłam trochę na drodze, na której nie było zbyt wiele świateł. Na szczęście przede mną jechało kilka innych aut i nie miałam w sobie lęku, że coś mnie zaskoczy. Westchnęłam i przez chwilę milczałam. Zagryzłam wargę i czułam, jak łzy zbierają się w moich oczach. Byłam potwornie zmęczona.
- Ile cię nie będzie? – Zapytałam wprost.
- No właśnie powiedziałem jej, że nie wychodzę z domu. Jeżeli ma coś do omówienia i jest to pilne, może przyjechać z interesem.
- Jesteś pewien? – Z rozwagą planowaliśmy, kogo zapraszamy do naszego nowego domu. Długo walczyliśmy o utrzymanie adresu w tajemnicy i znali go tylko najbliżsi, nawet nie wszyscy z jego współpracowników.
- Dlatego do ciebie dzwonię. Ja nie mam nic przeciwko, ufam jej. Jeśli nie chcesz, powiem jej, że cokolwiek to jest musi zaczekać do jutra. – Mówił. Szarpała mną świadomość, że lada dzień wychodzi jego pierwsza płyta i wszystko powinno być dopięte na ostatni guzik i obejść się bez nerwów.
- W porządku. – Westchnęłam. – Ale jak tylko wejdę do domu, przebieram się w piżamę i jem, ile wlezie. I nie zwracam uwagi na to, jak ważny jest nasz gość. – Powiedziałam, na co oboje delikatnie się zaśmialiśmy. Choć mi nie było aż tak do śmiechu, bo potrzebowałam spokoju.
- Może się dogadacie, siedzicie w jednej branży. – Dodał na odchodne.
            Może. Ale miałam pewne wątpliwości.


            Gdy wysiadłam z samochodu, moja skóra zetknęła się z ostrym, chłodnym powietrzem. Wieczory przychodziły z coraz niższymi temperaturami, które prosiły się o szybkie wejście do ogrzewanego pomieszczenia. Oparłam się ramieniem o drzwi, przyzwyczajając organizm do ruchu i czekając, aż chwiejny obraz się uspokoi. Powolnymi ruchami zabrałam z tylnego siedzenia kilka książek i dokumenty, dając radę za jednym chwytem. Zamknęłam drzwi odpychając je mocno biodrem. Zerknęłam, czy brama wjazdowa się do końca zasunęła, po czym odchyliłam ramię torby i wygrzebałam z bocznej kieszonki metalowy breloczek, który trzymał klucze do domu.
            Przeszłam pomiędzy dwoma zadbanymi grządkami aż do werandy, kiedy zewnętrzna lampka zapaliła się. Nie tylko ta włączana z każdym ruchem przed wejściem, ale też punktowa, nad samymi drzwiami. Otworzyły się przede mną z cichym przesunięciem zamka. Ciepła poświata z wnętrza domu rozświetliła mi drogę jeszcze bardziej. Niall wychylił się, trzymając klamkę. Nie widziałam go dzisiaj przed wyjściem, więc z przyjemnością zauważyłam ciemne jeansy i granatową koszulkę z długim, podciągniętym rękawem. W najprostszych zestawach wyglądał najkorzystniej, więc z tego powodu uśmiechnęłam się szerzej.
- Oi, robi się już zimno. – Zauważył. – Daj mi coś. – Wyciągnął do mnie ręce, więc wystawiłam do niego najcięższe książki.
- Dzięki. – Mruknęłam. Weszłam do środka i od razu ruszyłam w stronę kuchni, gdzie na użytkowej wysepce z marmurowym blatem położyłam torbę i stos dokumentów, które już się nie mieściły w teczce. Z daleka widziałam, że telewizor jest włączony na kanał sportowy. Kominek, który był jedną z moich ulubionych rzeczy w nowym domu, również rozświetlał salon. Wszędzie zapalone były światła i dodało mi to od razu otuchy.
            Moje książki wylądowały obok papierów. Dostrzegłam, że na kuchence stoją dwa garnki, dwa czyste talerze leżą przygotowane na blacie obok. Dopiero po chwili zwróciłam uwagę na zapach, który unosił się w domu. Komponował się idealnie z ciepłą atmosferą, która leczyła zmęczone dusze.
- To co, do wyjazdu wszystko już masz załatwione? – Rzucił, skinąwszy głową na stertę dokumentów. Na to pytanie zrobiło mi się od razu niedobrze, bo myśl o natłoku obowiązków spędzała mi sen z powiek. Złapał mnie w tułowiu i przycisnął swoje usta do boku mojej głowy, wracając szybkim krokiem do parującej patelni. Westchnęłam cicho i zwróciłam oczy do sufitu, by uspokoić nerwy ze zmęczenia.
            Przez dłuższy czas myślałam, że pogodzenie Londynu i Los Angeles będzie jak najbardziej wykonalne. Nie mniej niż dwa tygodnie potrzebował w jednym z miejsc, więc zostawiało mi to trochę czasu na przestawienie się osiem godzin do przodu lub w tył. Dało mi to też swobodę planowania kolejnych rzeczy w mojej własnej karierze naukowej, więc ze spokojem żyłam z dnia na dzień, ale wciąż z kalendarzem w ręku. Pamiętam czasy zespołu i jak bardzo intensywny tryb życia musiał być wprowadzony właśnie wtedy, ale byliśmy na trochę innym etapie w związku. Poza nami był ktoś jeszcze, żeby zająć się domem, ja zajmowałam się jedynie fotografią. Pomimo natężonego ruchu, wydawało się to wszystko łatwiejsze.
            Teraz łzy napływały mi do oczu na myśl o najbliższym tygodniu. Mieliśmy wtorek. W środę wieczorem mieliśmy samolot do Los Angeles, żeby zdążył jeszcze nagrać odcinek u Ellen, dać kilka wywiadów z wyprzedzeniem, w czwartek wieczorem zagrać premierowy koncert, kiedy płyta wchodzi do sprzedaży. Pomiędzy tym wszystkim Tara na bieżąco informowała go, gdzie i kiedy może, ale nie musi się pojawić, z kim jeszcze jest umówione spotkanie, a kiedy zostawić czas na spanie. Na część tych wydarzeń nie musiałam chodzić, ale nie sposób ominąć premierę jego solowej płyty. Nie podchodziło to w ogóle pod jakiekolwiek wątpliwości. Jedynym problemem był mój własny rozwój, który też był ważny i wymagał bardzo dużo czasu i poświęcenia. Bo o ile w weekend mogłam zostać w nim w Stanach, to najpóźniej we wtorek rano musiałam znaleźć się z powrotem w Londynie, żeby przyjść na rozmowę z dziekanem, zaliczyć egzamin i oddać kilka zaległych prac. Mój organizm potrzebował minimum trzy doby, żeby w pełni funkcjonować w nowej strefie czasowej. Nie wiedziałam, czy w samolocie mam spać, czy nadrabiać zaległości i czytać istotne dla mnie książki do kolejnej pracy naukowej.
            Niall był wyrozumiały. Tak jak mógłby się spodziewać tego każdy w silnym związku. Ale też się złościł. Bo on sam poszedł inną ścieżką i nie dane mu było nawet skończyć szkoły. Nawzajem się frustrowaliśmy, bo każde z nas miało coś innego – ja zdobywałam wykształcenie uniwersyteckie, a on tworzył muzykę ze znakomitymi artystami i zarabiał na swojej największej miłości i talencie.
            Dlatego zdziwił się, gdy pokręciłam przecząco głową. Ściągnął brwi, gdy stanął do mnie bokiem i mieszał coś w patelni. Chciał coś powiedzieć, otworzył już usta, ale przerwał mu dzwonek mojego telefonu. Odwrócił się do mnie tyłem i oglądałam jego spięte plecy, gdy drżącą ręką wyciągałam urządzenie z kieszeni. Serce złamało mi się na znak, że dzwoni mama. I gdzie miałam jeszcze wkleić w to wszystko powroty do domu?
- Nie odbierzesz? – Zapytał, wciąż stojąc do mnie tyłem. Jego ton był trochę oschły, tak jakby miał mi za złe, że znowu milknę i nie rozmawiam z nim. Odrzuciłam połączenie i z niewielkim hukiem odłożyłam urządzenie na blat.
- Oddzwonię do mamy później. – Podkreśliłam hasło „mama”. – Jesteś na mnie zły?
- Co? – Odwrócił do mne głowę. – Dlaczego tak uważasz? Nie krzyczę, nie rzucam talerzami, robię ci kolację. To ci wygląda na bycie złym? – Uniósł wyzywająco brew. Nie lubiłam tego tonu.
- Wkurzony? Podirytowany? Nie wiem, jakiego użyć przymiotnika. – Zrobiło mi się ciepło, musiałam zdjąć z siebie kurtkę i rozluźnić kołnierzyk bluzki.
- A myślałem, że to ty uczysz się na uniwersytecie. – Mruknął. Pewnie nie chciał, żebym dosłyszała, ale niestety dotarły do mnie jego słowa.
- Czyli co, jesteś zły, bo nie radzę sobie ze wszystkimi obowiązkami? Może powinnam w ogóle rzucić studia i tylko czekać na ciebie w domu z obiadem? – Głos mi drżał, dwa razy się jąknęłam i zapomniałam, jak to jest mieć ładny lokalny akcent. Zaczynały mną kierować nerwy.
- Nie, ale może za dużo chcesz zrobić na raz? – Podparł się rękami w biodrach.
- Czy pamiętasz, kiedy ostatni raz zajmowałam się zdjęciami? W pierwszym miesiącu studiów. Czym się teraz zajmuję? Tylko studiami. Nie moja wina, że mój chłopak jest gwiazdą! I żeby to co mamy się nie rozpadło, wspieram go na każdym zadupiu świata! – Podniosłam głos. Łzy ciekły mi po policzkach. Mój umysł był zmęczony i nie wiedział, co robi.
- Wiedziałaś, na co się piszesz! I teraz jak chcę, żebyś odpoczęła to dowiaduję się, że nie możesz. Z mojej winy! Dzięki, kotku. Zawsze doceniałem szczerość w związku. – Zaśmiał się pobłażliwie.
- Nie wierzę, że o to się kłócimy. – Pokręciłam głową. Pociągnęłam nosem i zamknęłam na chwilę oczy, próbując zebrać myśli. Nie dał mi.
- Nie tylko ty jesteś zmęczona. Ja też. Zwłaszcza, kiedy non stop słyszę, że na coś nie masz czasu i wydaje ci się, że jesteś ofiarą mojej kariery.
- Dlaczego nie możesz tego przełknąć, że jestem studentką?! – Podniosłam głos. – Zazdrościsz mi?! A może boisz się, że kiedyś zmądrzeję na tyle, że znowu zostawię cię w tym wielkim, bogatym domu i będziesz musiał pisać po raz kolejny o rozstaniach?! – Gorycz lała się z moich ust. – Nie poprawię ci wtedy pisowni. Będziesz musiał dwa razy płacić edytorom. Stać cię. – Dodałam po chwili. Z wielkim trzaskiem i stukotem nałożył sobie porcję ryżu z sosem I rzucił metalową pokrywką, nie dbając o to, co po drodze niszczy. Wyminął mnie, wychodząc z kuchni, mówiąc tylko jedno słowo.
- Smacznego.


            Zapomniałam na jakiś czas, że byłam głodna. Zabrałam swoje rzeczy i pomaszerowałam na piętro. Chciałam zmyć z siebie wszystkie nieprzyjemne słowa, wyzbyć się zakotwiczonych myśli i wyczyścić głowę. Gotowało się jednak we mnie, bo gorąca woda kapiąca pod prysznicem nawet mnie nie parzyła – za bardzo przejmowałam się tym, co miało miejsce w kuchni. Kto miał rację? Czy słusznie wytknęłam mu nasze różnice? Warto było podnosić głos? A może mogłam siedzieć cicho, od samego początku?
            Niczego nie byłam pewna, nic nie wiedziałam. Jedyną rzeczą, jaka świtała w mojej głowie był jego wyraz twarzy, gdy wychodził z kuchni. Ściągnięte brwi, twardy wzrok. Zaciśnięta szczęka i rozszerzone nozdrza. Spięcie widoczne na każdej kończynie. Zdenerwowany i zraniony Niall.
            Moje zmęczenie objawiło się czerwonymi pryszczami na czole i kilkoma maleńkimi na nosie. Ledwie podnosiłam nogi, gdy dreptałam do garderoby. Wygrzebałam z niej ciepłe spodnie dresowe i byle jaką, znoszoną koszulkę. Moje ciało wciąż rozgrzane było po prysznicu, ale domagało się jeszcze jednej warstwy ubrania. Przesunęłam się więc do półki, na której znalazłam obszerną czarną bluzę. Należała kiedyś do Nialla i była jedną z tych rzeczy, które założył tylko raz i zaraz potem zapomniał o jej istnieniu. Wzięłam notes, w którym cały dzień zapisywałam słowa klucze odnośnie prac pisemnych. Zabrałam jeszcze z torebki telefon i z niepewnością w duszy, zeszłam na parter.
            Telewizor grał już zdecydowanie ciszej. Weszłam do pustej kuchni, gdzie na blacie wciąż leżał nietknięty przeze mnie talerz. Zapach dochodzący z patelni był już dużo mniej intensywny, jej zawartość zdążyła już ostygnąć. Nie widziałam nigdzie jego talerza, więc zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle wstał z kanapy. Zrobiłam kilka kroków w stronę salonu, ale zatrzymałam się w połowie kolejnego. Usłyszałam, że nie jesteśmy sami w domu, damski lekki śmiech odbił się od ścian. Nie znałam go, więc przypuszczałam, że należy do reżyserki jego teledysku, która miała przyjść.
Zacisnęłam mocno oczy i odwróciłam się na pięcie, walcząc ze sobą. To był też mój dom i miałam prawo przywitać się z każdym, kto do niego wchodzi. Ale czy uważał mnie teraz za równouprawnioną właścicielkę? Czy może lepiej, żebym im nie przeszkadzała? Moje osobiste pojęcie na temat poznawania nowych ludzi obudziło się i wywołało delikatną panikę, która wsiąkła w moje serce. Postanowiłam, dość bezmyślnie, zachować się jak dziecko i siedzieć cicho, schowana i niewidoczna.
Nałożyłam sobie porcję ryżu i myślałam, że urozmaicę sobie jedzenie kolacji w samotności odcinkiem serialu. Niewiele jednak zdziałałam, bo powiadomienie o powoli rozładowującej się baterii w telefonie, nie ułatwiało mi sprawy. Gdy dzisiaj rano wychodziłam z domu, ładowarkę razem z laptopem zostawiłam z brzegu kanapy w salonie. Idealnie.
Wciąż słyszałam szum telewizji, więc nie mogli być nie wiadomo jak zajęci.
A przynajmniej jeszcze nie przeszli do biznesowych spraw, tak się domyślałam. Z jednej strony bardzo nie chciałam tam chodzić, a już na pewno nie kiedy otrzymam od niego zimne i nieprzyjemne spojrzenie. Wiedziałam jednak, że prędzej czy później będzie to nieuniknione – miałam kilka rzeczy do zrobienia na komputerze jeszcze przed pójściem spać.
Przeżuwając wciąż kawałek mięsa z sosu, postąpiłam wbrew swoim lękom i niepewnościom. Byłam u siebie w domu, więc z drugiej strony nikt nie mógł mi nic złego powiedzieć. Dlatego cicho podeszłam do salonu, skąd szybko chciałam zabrać dwie potrzebne rzeczy. Minęłam schody i przeszłam koło dużej ściany z dwustronnym kominkiem, zbliżając się do znajomego mi głosu Nialla.
- Kiedy je zrobiłaś? – Usłyszałam jego pytanie. Brzmiał na zdziwionego i poważnego. W końcu dostrzegłam go; stał obok stolika, na którym rozłożonych było kilka zdjęć w dużych, kwadratowych formatach. W ręku trzymał jedną lśniącą fotografię, uważnie się jej przyglądając. Kątem oka zauważył, że podchodzę od tyłu do kanapy, bo odwrócił się w moją stronę. Miał delikatnie, ledwie zauważalnie uniesioną jedną brew. Zanim cokolwiek powiedział, ubiegłam go.
- Wezmę tylko komputer i ładowarkę, już wam nie przeszkadzam. – Mruknęłam. W tym samym momencie dotarłam wzrokiem do szczupłej szatynki, którą widziałam wcześniej jedynie na nagraniu. Zatrzymała swoje oczy na mnie, tak jakby nie spodziewała się, że ktoś jeszcze jest w domu. Przełknęła niepewnie ślinę, a ja zrobiłam to, co robi każda dziewczyna w takiej sytuacji. Powędrowałam oczami do jej ubrania i tego, jak wygląda.
            Pierwszą moją myślą, było jakieś wyjście na imprezę. Przesadnie krótka skórzana spódniczka ledwie zakrywała jej pośladki, a niemalże całkiem prześwitująca, czarna bluzka, nie pozwalała nie spojrzeć na koronkowy stanik z push-up’em. Miała kilometrowe nogi podkreślone przez buty na obcasie. Była szczupła i zadbana. Widziałam w jej stylu delikatną nutę artystki, ale jedynie przez chwilę. Bo pamiętałam, jak zupełnie inaczej wyglądała na planie zdjęciowym. W luźnym swetrze i zwyczajnych jeansach.
- Ty jesteś Malia, tak? – Przerwałam swój ciąg myśli. Niall podrapał się po karku, więc uznałam to za dobry ruch. Właściwie rozpoznałam sytuację, a mimo zmęczenia nie było możliwości, żeby ktoś bawił się moim chłopakiem. Wepchnęłam laptop pod pachę i wycisnęłam z siebie najmilszy uśmiech, wyciągnąwszy do niej dłoń w geście powitania. – Jestem Anne, miło cię poznać.
- Oh, cześć. – Uścisnęła niepewnie moją rękę i wyraźnie się zmieszała.
Mój wzrok powędrował do bruneta, ale nie zanim nie spojrzałam raz jeszcze na długość jej spódniczki. Zaczynałam myśleć jak protekcyjna i nieuprzejma blondynka, którą już dawno przestałam być w całości. Wiedziałam, że ma słabość do długich nóg, zwłaszcza tych dobrze wyeksponowanych. Czekałam, aż się nie będzie mógł powstrzymać i opuści wzrok. Nie zrobił tego jednak, tylko wpatrywał się w zdjęcie, które trzymał.
- Co tam masz? Widzę coś ładnego. – Zauważyłam promiennie. Podeszłam do niego i ujęłam jego biceps, opuszczając go nieco i udostępniając sobie lepszy widok. Na pięknie wywołanej fotografii był Niall, we własnej osobie. Z profilu i w bardzo korzystnym zbliżeniu, gdzie moja uwaga od razu skupiła się na uwydatnionych rękach. Trzymał gitarę, a największa ostrość była na jego napiętych bicepsach. Drugim planem była jego skrzywiona w skupieniu twarz, która często przyprawiała mnie o wiotczenie nóg.
- To są zdjęcia, które nie trafiły do promocji. Pomyślałam, że będzie to miły prezent z okazji wydania płyty. – Powiedziała. Nie spojrzałam na nią, jedynie zagryzłam wargę, by powstrzymać się od zbędnego komentarza.
- Są świetne. Dzięki, Mali! – Uśmiechnął się ciasno. Sięgnął po kilka kolejnych fotografii i pozwolił mi się im przyjrzeć.
            Uśmiechałam się, ale z coraz mniejszą chęcią. Były to naprawdę przemyślane zbliżenia na konkretne partie jego ciała. Technicznie rzecz biorąc, ponad przeciętne zdjęcia. Z mojego punktu widzenia, zbyt dokładne, zbyt uwydatniające jego urodę, za bardzo skupione na jego mimice twarzy w najbardziej wrażliwych momentach utworu. Nigdy nie mówiłam, że jestem profesjonalistką, zwłaszcza teraz, gdy przestałam robić zdjęcia. Ale potrafiłam rozpoznać różnicę pomiędzy platonicznym stosunkiem do modela, a chęcią wydobycia emocjonalnej głębi i zaspokojenia wizualnej przyjemności. Moje zdjęcia Nialla różniły się od tych, robionych przez Conora czy innych jego fotografów. Te, które sama robiłam, utrzymane były w podobnej stylistyce, którą zastosowała reżyserka. Gdy sobie to uświadomiłam, uśmiech na mojej twarzy był już całkiem sztuczny.
- Teledysk nie jest pełen aż takich detali. – Zauważyłam.
- Trudno było nie zauważyć, jak wiele emocji wywołuje śpiewanie. To jak serce wyłożone na talerzu. – Odparła. Nie podobało mi się to. Niall nie reagował. Ja zaczynałam czuć się jak idiotka. – Twoja muza naprawdę musiała dać ci w kość, Niall. – Zaśmiała się. Naprawdę, nie domyślała się?
            Zabolał mnie ten komentarz. Nie twierdziłam, że był nieprawdziwy. Ale usłyszeć go od kogoś, kto nie zdaje sobie sprawy z sytuacji i okoliczności powstania niektórych utworów, nie należało do najprzyjemniejszych. Dawało mi to do zrozumienia, że uważany jest za niewinnego muzyka, którego zraniła paskudna dziewczyna. Dziewczyna, która potraktowała go jak śmiecia i zmieliła razem z uczuciami. Dziewczyna, która była wszystkiemu winna.
            W przeciągu kilku kolejnych sekund przypomniałam sobie, co mu zarzuciłam po powrocie do domu. Jakich słów użyłam ja, jakich on. Gdyby ktoś nas słuchał z pewnością uznałby, że wina leży po mojej stronie. Znów byłam tą złą, wybuchową, nieprzebierającą w słowach pod wpływem emocji. To ja wszystko niszczyłam.
            Puściłam jego rękę. Chciałam wyjść z salonu, zostawić ich samych. Niech sam decyduje, co jest dla niego dobre, mówi co chce, myśli tylko o sobie. Krótko uśmiechnęłam się do brunetki i zrobiłam dwa kroki do tyłu. Przełknęłam ślinę, czując się tak bardzo niepotrzebna.
- Wciąż daje w kość. – Odezwał się. Byłam mu niezmiernie wdzięczna za ten komentarz. Przewróciłam oczami i odwróciłam się od nich, chcąc znaleźć się jak najdalej, zanim łzy napłyną mi do oczu.
- Czyżby? – Zdziwiła się. – Myślałam, że mowa o okrutnej byłej, która odeszła w zapomnienie. – Dodała wnikliwie. Zaczęło dudnić mi w uszach, szłam zdecydowanie za wolno.
- To pomówienia. Annie potrafi też leczyć serca.



            Nie wiem, czy minęło pół godziny, a ja już leżałam w łóżku. Opierałam się plecami o poduszkę, na nogi zarzucony miałam jedynie koc, który i tak był mi nie potrzebny. Wszystko mnie irytowało. Nawet zachowanie głównego bohatera w trzeciej minucie serialu, który włączyłam na komputerze. Mimo wszystko zrobiłam głośniej, słuchawki mocniej wcisnęłam do uszu, żeby zapomnieć o wszelkich innych odgłosach w domu i przez chwilę nie myśleć o tym, co się między nami działo.
            Niewiele zdążyłam zrozumieć z tego, co miało miejsce na ekranie. Moja uwaga została rozproszona, bo widziałam kątem oka, jak Niall wszedł do sypialni. Podszedł do łóżka po swojej stronie i wdrapał się na materac, lądując bokiem kilkanaście centymetrów ode mnie. Starałam się skupić na filmie, ale wyciągnął jedną ze słuchawek z mojego ucha i zaczął szeptać bezpośrednio do niego, wywołując tym dreszcze na całym moim ciele.
- Porozmawiamy? – Pocałował potem delikatnie ucho i czekał na moją reakcję. Nie zatrzymując nawet serialu, zamknęłam laptop i odsunęłam go od siebie razem ze słuchawkami. Podciągnęłam kolana bliżej siebie i przytuliłam nogi, czując, jak łzy wypływają powoli z moich oczu.
            Niall oparł się bokiem o wysoko postawione poduszki i patrzył na mnie. Jedną rękę trzymał na zgiętym kolanie, drugą podpierał na miękkiej poszewce.
- Ann… - Próbował zwrócić moją uwagę, gdy patrzyłam tępym wzrokiem przed siebie, a łzy ciekły po moich policzkach. – Ya have to talk to me, bunny. – Dodał delikatnym głosem. Nawet po tym, co do niego powiedziałam i jak na niego nakrzyczałam, miał cierpliwość i łagodność w sobie, zachowane specjalnie dla mnie. Jeszcze bardziej pobudziło to moje emocje i odnosiłam wrażenie, że w naszym związku istnieje brak równowagi. On daje mi więcej niż ja jemu.
- Przepraszam. – Wypłakałam. Pociągnęłam nosem i odwróciłam do niego twarz chcąc, żeby zrozumiał moją skruchę. Złapaliśmy kontakt wzrokowy i czułam, jak znów obnażam się przed nim i krzyczę swoją bezbronnością. – Nie chciałam cię zranić.
- Wiem. – Mruknął. Ściągnął nieco brwi i patrzył na mnie z troską.
- Bardzo bym chciała żebyś zrozumiał, jak się czuję. – Zaczęłam. – Studiowanie, nauka… To jest trudne, ale jest to też zajęcie, w którym się spełniam. Sprawia mi to ogromną przyjemność i satysfakcję. – Siliłam się na spokojny ton, co i rusz głęboko oddychając. – Cały czas czuję się trochę niesprawiedliwie, że kosztuje mnie to zrezygnowanie z pracy, bo niezależnie od tego co mówisz, chciałabym mieć trochę własnego wkładu w budowanie naszego życia. – Mówiłam powoli i dziesięć razy się zastanawiałam, zanim coś dodam.
- Nie musisz… - Zaczął kręcić głową.
- Daj mi skończyć. – Przerwałam mu, gdy chciał się wtrącić. – Proszę. – Przytaknął i zamilkł, obserwując jak raz po raz wycieram rękawami jego bluzy policzki. – I… Jednocześnie wiem, że oboje chcielibyśmy tego samego. Być jak najwięcej czasu razem. I za każdym razem, kiedy się spełniasz w swojej karierze marzę o tym, żeby cię wspierać, być z tobą. Chcę, żebyś czuł jaka bardzo jestem z ciebie dumna i chciałabym być dla ciebie największym wsparciem, bo jestem ci to winna i zasługujesz na to. Ale jest to dla mnie trudne, kiedy chciałabym też spełniać się chociaż w jednej ze swoich własnych rzeczy i zainteresowań. – Przez chwilę milczałam. Nie wiedziałam, gdzie znów zacząć, z której strony ruszyć. Niall to jednak wykorzystał i nie śmiałam mu przerywać.
- Część mnie nie chce, żebyś traktowała moją karierę jak przeszkodę do zdobywania własnych sukcesów. – Spoglądał na mnie ostrożnie. – Ale z drugiej strony boję się, jak skończyłaby się dla nas zbyt długa rozłąka. Nie chcę znowu mieć cię na dystans, nie chcę widywać cię raz na pół roku. Jesteśmy w tym zbyt głęboko, Ann. Uważam, że to nie jest już ten etap, kiedy możemy pozwolić sobie na taki potężny dystans.
- Wiem, rozumiem to. – Odparłam od razu. – Ale to nie jest łatwe, kiedy chciałabym uczestniczyć w twoim życiu podczas trasy, kiedy ja chciałabym też zaliczyć wszystkie swoje przedmioty bez większego kłopotu, a może nawet obronić się w przeciągu najbliższego roku.
- Czyli ciągła walka z czasem jest jedyną możliwością.
- Porozmawiam z ludźmi w dziekanacie. – Powiedziałam stanowczo, nie przygotowując wcześniej tych słów. – Poproszę, żeby mi wydłużyli cykl studiów.
- Co? Nie ma mowy. – Oburzył się. – Annie, nie będziesz poświęcać swojej nauki. Któreś z nas musi mieć wykształcenie wyższe. – Dodał ze smutnym uśmiechem. – Poza tym, nie dyskutuj ze swoim sponsorem.
- To jak mam pogodzić to z twoją trasą? – Uniosłam się. – Niall, nie dam rady tak!
- Spokojnie, piękna. Nie panikujemy. – Mruknął. Podniósł się z łóżka i wstał, sięgając po mój kalendarz, który leżał na stoliku w kącie pokoju. Rzucił go na materac i wyszedł z sypialni, maszerując szybkim krokiem po korytarzu.
            Chwilę później wrócił do mnie akurat, gdy opróżniałam nos. Położył między nami kilka czystych kartek i mój koszyczek z flamastrami, który stał na moim biurku. Usiadł z lekko skrzyżowanymi nogami i podłożył pod kartki mój komputer, żeby miały twardą podkładkę.
- Narysujesz kalendarz? – Poprosił, dając mi do ręki czarny pisak. Patrzyłam chwilę na niego, czekając na słowo wytłumaczenia. Nie musiał się odzywać jednak ani słowem, bo gdy tylko uniósł lekko brew i słabo się do mnie uśmiechnął, zrozumiałam. Skinęłam głową i otworzyłam swój notes, w którym dużo wcześniej narysowałam już rozkład miesiąca i co mam, kiedy do zrobienia.
            Zaczęliśmy planować. Białe kartki wypełniliśmy kratkami, wystarczająco dużymi, żeby zmieścić wszystkie nasze powinności. Niall wpisał swoje daty koncertów, spotkań, wywiadów i sesji zdjęciowych, a ja skupiłam się na egzaminach, najważniejszych zajęciach, pracach do oddania i obowiązkowych obecnościach na uniwersytecie.
- Zacznijmy od jednego. Jutro lecę sam do LA, czy z tobą? – Zapytał w pewnej chwili, otwierając swój kalendarz w telefonie na zakładce z nachodzącymi lotami.
- Ze mną. – Podniósł wzrok, słysząc tę odpowiedź. Musiał obawiać się tego najbardziej. Wpatrywał się we mnie swoimi błękitnymi oczyma, również gdy zaczęłam wpisywać na zielono i różowo (dwa kolory dla dwóch osób) „LAX 4:50 PM”. – Ale będę musiała wrócić w poniedziałek porannym rejsem, żeby zdążyć na wtorkowe zaliczenie.
- Okej. – Skinął głową i zaczął coś stukać w telefonie. – Dam znać Tarze, żeby zajęła się rezerwowaniem lotów.
- Możemy powiesić to na razie na lodówce, póki nie wpadniemy na lepsze miejsce. Jak będziesz wiedział, że coś trzeba dopisać, to będziesz miał u siebie zdjęcie i będziesz sukcesywnie wpisywał i mi wysyłał, może być?
- Tak. I vice versa. – Przytaknęłam, wypełniając kolejną rubrykę.
- Chciałabym też polecieć do rodziców na weekend.
- Nienawidzisz jetlagu. – Zauważył z uniesioną brwią. Oznaczało to, że po powrocie ze strefy czasowej różnej o osiem godzin, wróciłabym do Londynu na potężny wysiłek intelektualny i lada dzień znów wsiadała na pokład, by przesunąć się o jeszcze godzinę. Tydzień później, miałam lecieć do niego na Florydę.
- Sprawię, że jetlag znienawidzi Annie Holmes. – Odparłam ze słabym uśmiechem. Nie wiedziałam, na ile to będzie możliwe, ale spróbować nie zaszkodzi.
- Po ostatnim koncercie w listopadzie powinno się już uspokoić. Będą tylko gale muzyczne i Jingle Bell Ball. – Skinęłam głową.
- Malia na ciebie leci. – Zauważyłam. Skupiłam się na równym dorysowaniu kratki i zagryzłam wargę czekając, czy wpadnie na moją niewinną zasadzkę między wierszami.
- Wiem. – Odparł. Moja ręka zadrżała. – Ale możesz mi zaufać, kiedy powiem, że mam wszystko pod kontrolą. – Dodał. Poniosłam na niego wzrok i zauważyłam, jak oczekiwał mojej reakcji.
- Ufam ci. – Szepnęłam. Moje serce przyspieszyło na te słowa, bo kilka razy wątpiłam w ich prawdziwość. Gdy jednak puścił do mnie oko i zalotnie się uśmiechnął, serce wciąż łomotało. Ale z miłości.


            Prowizoryczny kalendarz zawisł na lodówce. W powietrzu jednak wciąż wisiała gęstsza atmosfera niż zwykle. Oboje byliśmy spięci i uważaliśmy na każdy nasz wzajemny ruch, nie wiedzieliśmy, jak posłuży nam nasz długoterminowy plan działania. W domu panowała cisza, nie słuchaliśmy nawet muzyki.
Czekając, aż zagotuje się woda na herbatę w czajniku, gasiłam światła w korytarzu i mniejsze lampki w salonie. Podeszłam do stolika przy kanapie i podniosłam kilka fotografii, które przyniosła wcześniej Malia. Westchnęłam cicho na widok wyostrzonego obrazu jego zarostu i skrzących się oczu.
- Zalać ci herbatę? – Usłyszałam podniesiony głos z kuchni.
- Tak, poproszę. – Zerknęłam na inne zdjęcie, których nie miałam okazji obejrzeć wcześniej. Były dobrze wykadrowane i specyficznie dopracowane i po raz kolejny dałam sobie do zrozumienia, że był nie tylko moim obiektem westchnień.
            Zanim jednak zaczęłam za dużo myśleć i powątpiewać w jego słowa, zabrał mi fotografie z ręki. Włożył je z powrotem do szarej koperty i schował za swoimi plecami, łapiąc ze mną kontakt wzrokowy.
- Nie ma. – Słabo się uśmiechnął. Pokiwałam głową i wyminęłam go, chcąc zabrać kubek i znowu utonąć w zwojach pościeli. Słyszałam, jak idzie za mną. Dokończył gasić światła w salonie i jedynym jasnym pomieszczeniem była kuchnia, zanim nie rozświetliłam korytarza.
            Przeszkadzała mi cisza. Mimo, że zbliżała się moja pora spania, potrzebowałam trochę hałasu, więcej rozmowy, albo śmiechu. Nie mogłam z siebie jednak wydusić nic, co by zaczęło potok słów. Coś mnie powstrzymywało, mój kark był spięty, a ręce ciasno oplotły kubek z herbatą.
- Będę w garderobie. – Mruknął, gdy oboje byliśmy już na piętrze. Domyślałam się, że powędrował do otwartej walizki i chciał coś do niej powrzucać, zanim zmorzy go sen. Nie był to wieczór o jakim marzyłam, gdy jechałam do domu. Czar prysł, perspektywa jutrzejszego lotu ciążyła, zamiast uskrzydlać. Na łóżku czekał na mnie otwarty znów laptop, tym razem z artykułami potrzebnymi do napisania kolejnego eseju. Zezłościło mnie to, czułam się jak tykająca bomba, która nie ma ustawionego konkretnego licznika.
            Kubek odstawiłam ostrożnie na stolik po mojej stronie łóżka. Komputer zamknęłam z cichym trzaskiem i odłożyłam obok herbaty. Drapiąc się po szyi, pełna niepewności co do uczuć, jakie się we mnie kotłują, weszłam do jego części garderoby. Oparłam się barkiem o ścianę i obserwowałam chwilę, jak przesuwa wieszaki z koszulami. Wszędzie panował idealny porządek, nawet w kupkach ubrań koło torby podróżnej. Sięgnęłam po telefon, który wciąż miałam w kieszeni spodni. Podłączyłam go przez Bluetooth do systemu głośników w całym domu i zagryzając wargę z niepewności, włączyłam losowe odtwarzanie. Padło na jedną z przeróbek jego pierwszego singla, pełną niskich elektronicznych tonów i spokojnej głębi.
            Podniósł wzrok, gdy pierwsze nuty zaczęły grać w pomieszczeniu. Spojrzał na mnie i uniósł jeden kącik ust w zalotnym wyrazie twarzy. Tyle jednak otrzymałam, bo po chwili kontynuował segregowanie ubrań. Podeszłam więc powoli do niego, nie chcąc zwracać na siebie zbyt dużej uwagi. Podnosił ramiona dosięgając do wyższego wieszaka z flanelami. Wykorzystałam sytuację i niezgrabnie wcisnęłam się pod jedną z rąk, żeby stanąć tuż przed nim.
- Co tam? – Spytał, pomiędzy mruknięciami do słów piosenki. Zasłoniłam mu trochę widok, więc siłą rzeczy spojrzał na mnie. Wsunęłam ręce na jego barki i stanęłam na palcach, całując jego żuchwę kilka razy. Opuścił głowę, a dłonie oparł w końcu na moim tułowiu.
- Czy możemy coś zrobić z tą ciszą? Doprowadza mnie do szału. – Zaproponowałam.
Westchnął ciężko, domyślając się co mi przeszkadza. Jak bardzo nasze relacje nie są na miejscu i odbijają się na naszym samopoczuciu. Opadłam piętami na wykładzinę i wpatrywaliśmy się w swoje oczy, szukając odpowiedzi na niewyjaśnione sprawy. Objął moje plecy całymi swoimi ramionami, przyciskając mnie tym samym do swojego torsu. Brakowało mi tego ciepła. Spojrzałam wymownie na jego usta i uchyliłam delikatnie swoje, prosząc o chwilę uwagi. Schylił więc głowę i złączył nasze wargi, wywołując tym dotykiem mój niekontrolowany jęk ulgi.
Jego usta były ciepłe, miękkie, wyjęte prosto z marzenia sennego. Delikatnie i niespiesznie masował nimi moje wargi i zapierał dech w piersi, więc jedynie przyciskałam go mocno do siebie. Nie chciałam, żeby przestawał. Tak powinno zawsze być. Chciał się oderwać, poluźnić swój ucisk, ale nie pozwoliłam mu. Poprawiłam swój chwyt na jego szyi i to ja przylgnęłam do niego, jedną dłoń przykładając do jego policzka. Z delikatnego zarostu powędrowałam palcami do jego krótkich włosów, delikatnie chwytając za nieco dłuższe kosmyki. Sam mruknął z zadowolenia, wywołując dreszcz wzdłuż całego mojego ciała.
- Can we, perhaps… - Zaczęłam, gdy raz po raz odrywałam się na sekundy od niego. – Relieve some stress? It’s not healthy to be tense. – Tłumaczyłam. Mruknął cicho w moje usta i przesunął dłonie na moje pośladki.
- Zdrowie najważniejsze. – Odparł.
Wsunął palce pod bawełniane dresy, a moje dłonie powędrowały pod jego koszulkę. Ścisnął jeden z moich pośladków, co wywołało mój niekontrolowany jęk. Uśmiechnął się triumfalnie, jak chłopiec. Ze skóry jego brzucha, na której znalazła się gęsia skórka, powędrowałam od razu na dół. Stanowczo chwyciłam jego przyrodzenie przez materiał jeansów, na co zareagował warknięciem. Zagryzłam jego dolną wargę, zanim znów dałam się całować.
Nagle chwycił mnie pewnie za pupę i podniósł, więc jako odruch oplotłam nogami jego tyłek i mocno trzymałam go za szyję. Posadził mnie wysepce na środku pokoju, w której znajdowało się kilka przyborów krawieckich przygotowanych na wizyty Ellie, szuflada z zegarkami i kosz na brudne pranie. Gwałtownym ruchem ściągnął moje spodnie razem z majtkami, co wywołało mój pisk zaskoczenia. Poprawił mnie, bo szybki ruch niemalże strącił mnie z drewnianej szafki. Przesunął usta na moją szyję, gdy moje palce szybko rozprawiały się z jego paskiem i rozporkiem. Tylko odrobinę zsunęłam jego boserki, byle wystarczyło i było wygodnie. Mocno przywarł do moich ust, gdy pewnymi ruchami dłoni traktowałam jego członka.
- Kocham cię. – Mruknęłam, całując jego policzek, żuchwę i szyję. Przytuliłam się do niego, kiedy wszedł we mnie. Poruszał się szybko i pewnie, nie zostawiając ani grama powietrza w moich płucach.

- Jesteś moją jedyną, pamiętaj. – Warknął, zatrzymując zęby na skórze mojej szyi. Nie było miejsca na łzy z pękającego z emocji serca. Byłam w stanie jedynie całować go najlepiej jak potrafiłam.